czwartek, 31 października 2013

Obiady czwartkowe

Co dziś macie na obiad?
Ja będę dojadać gulasz z ogrodowych jaj, który ugotowałam wczoraj.
Ogrodowe jaja wyglądają tak:

jaja ogrodowe mają mniej więcej 7cm długości, czyli bardziej przypominają jaja gęsie niż kurze

   Są to niewątpliwie warzywa z tej samej rodziny, do której należą bakłażany (internet każe na nie mówić "psianka podłużna"). Nigdy jednak nie widziałam, żeby ktoś jadł surowego bakłażana, a kupując jajka ogrodowe, zauważyłam, że sprzedawczyni podjada sobie po cichu, lekko tylko przecierając je uprzednio rękawem.
   Nie poszłam w jej ślady i ograniczyłam się do spożycia tego warzywa w postaci gulaszu.
   Jak większość ghańskich potraw, tak i ta składa się z sosu pomidorowo-cebulowego i suszonej lub wędzonej ryby, której ja tradycyjnie nie dodałam. Dorzuciłam za to mnóstwo kolendry, odkryłam bowiem stragan, na którym kupuje się ją na garści. Sprzedawczyni wręcza klientowi foliową torebkę, a ten zanurza dłonie w wielkim wiklinowym koszu wypełnionym po brzegi pachnącą zieleniną i pakuje sobie ile chce. A pani na oko ocenia tę ilość i podaje cenę. Ja nabyłam pełną torebkę za 1cd. A że grzebanie w świeżych listkach bardzo mi się spodobało, pewnie często będę wracała na ten stragan.

do gulaszu poszło tyle kolendry czyli mniej więcej ćwierć tego, co kupiłam
 
Tradycyjny ghański gulasz z ogrodowych jaj smakuje pewnie nieco inaczej, niz to co mi wyszło, ale myślę, że polskie podniebienia przychyliłyby się raczej do mojej wersji.
Popełniłam tylko jeden błąd, bowiem okazało się, że krewniacy bakłażana mają skórkę w typie pomidorowym, to znaczy taką cienką, która w kontakcie z wysoka temperaturą zaczyna schodzić. Więc jeśli ktoś z Was chciałby ugotować ogrodowe jaja, to lepiej je przedtem obrać.
 
gotowy gulasz
 
Ogólnie potrawa udała się znakomicie. Na zdjęciu nie wygląda jednak zbyt okazale i prawdę mówiąc, przez chwilę korciło mnie, żeby wstawić tu zamiast gulaszu fotografię okry w pomidorach, którą robiłam jakiś czas temu. Wrodzona uczciwość nie pozwoliła mi na to, ale na okrę i tak możecie popatrzeć:
 
ta potrawa później też stała się mniej kolorowa, ale zdjęcie zrobiłam we wstępnej fazie, gdy wszystkie warzywa miały jeszcze swoją  świeżą barwę
 
A ja zabieram się do jedzenia. Do zobaczenia następnym razem!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza