piątek, 28 lutego 2014

Arabeski - Katar


Ad-Dauha… naprawdę nie wiem, co napisać o tym mieście. Wydawać by się mogło, że to miejsce dla każdego – miłośnicy tradycji mogą spacerować sobie wąskimi uliczkami bazaru Suk Wakif,


zaś ci, którym bardziej imponuje nowoczesność, napawać wzrok widokiem wspaniałych wieżowców i eleganckich samochodów. A jednak – zupełnie nie wiem dlaczego – dzieje się odwrotnie i chyba każdy czuje, że coś w tym mieście jest nie tak.

czwartek, 27 lutego 2014

Obiady czwartkowe


Dziś tłusty czwartek, więc pewnie powinnam napisać o słodkościach, które jadłam w Indiach i Bangladeszu. O, na przykład o tych ciastkach kupionych w cukierni w Sylhet.


środa, 26 lutego 2014

Być jak John Malkovich w Bangladeszu

Bengalczycy czy Banglijczycy, nieważne jak ich nazwiemy, mieszkańcy Bangladeszu są niezwykle przyjaźni, weseli i ciekawi świata. Po raz pierwszy przekonaliśmy się o tym jadąc taksówką z lotniska do hotelu w Dhace. Kierowca, noszący dumne imię Saladyn, całą drogę opowiadał nam o Bangladeszu i zachęcał do gruntownego zwiedzenia jego pięknego kraju. 
zdjęcie wykonane na wyraźne życzenie pana Saladyna

wtorek, 25 lutego 2014

Jestem :)

No to wróciłam. Wyszłam po bułki i nie mogłam się nadziwić ciszy mojej ulicy. Czy możecie sobie wyobrazić, że przez całą drogę do sklepu nie usłyszałam ani jednego klaksonu?? Nie spotkałam ani jednej krowy, kozy ani bezpańskiej suki. I w ogóle nikt nie chciał sobie ze mną zrobić zdjęcia. Warszawa to doprawdy zadziwiające miasto...
Moja podróż trwała zaledwie trzy tygodnie, a tyle się wydarzyło. Przegrywam właśnie zdjęcia i po raz kolejny przeżywam wszystko od nowa. Najpierw stolica Kataru, w której o wiele łatwiej można spotkać Bengalczyka, Pakistańczyka czy Malezyjczyka niż prawdziwego Katarczyka.


niedziela, 16 lutego 2014

Kalkuta, miasto przerazajacej bogini

W kalkuckiej świątyni Kali i tak nie można robić zdjęć, więc chyba nie będziecie stratni, jeśli opiszę ją już teraz, nie czekając na kablowe połączenie aparatu z komputerem.

sobota, 15 lutego 2014

Zwiastun

Nie mam jak zamieszczać zdjęć i ogólnie mało mam czasu na siedzenie przy komputerze, ale jak tylko wrócę do domu to zaraz do Was napisze. Poczekajcie więc jeszcze parę dni, a potem czytajcie. Będzie między innymi o tym, jak termofor został moim najleszym przyjacielem, jak bengalski pogranicznik uczył mnie po bengalsku, jak piłam szampana wśród herbat, jak próbowałam nosić ziemię do użyźniania ananasów i jak znalazłam sie na ulicy żywcem wziętej z bollywoodzkiego filmu.
Zapraszam juz wkrótce! 

sobota, 8 lutego 2014

Bangladesz, kraina riksz

Przechodziłam przez ulice w Kairze, jechałam rowerem po drogach Kambodży, widziałam Sajgon w godzinach szczytu, kilka razy byłam w Indiach, ale to co zobaczyłam w Dhace przerosło moje wyobrażenia.
Ludzki korek, obiecywany nam przez Internet, okazał się być korkiem złożonym z pieszych, autobusów, riksz motorowych i przede wszystkim riksz rowerowych. Są ich setki, tysiące, miliony, miliardy....
Przejażdżka taką rikszą dostarcza więcej emocji niż najbardziej wydumane roller coastery, bo kierowcy riksz mają iście ułańską fantazję i są wściekle ambitni, żaden nie pozwoli się wyprzedzić. A wcisnąć potrafią się wszędzie za nic mając nie tylko umykających w popłochu pieszych, ale i nacierające ze wszystkich stron autobusy, które wyglądają tak, że aż dziw, że w ogóle sie poruszają. A zdarta do żywego blacha tych autobusów dobitnie świadczy o tym, że kierowcy i tych pojazdów tchórzami nie są.


Oprócz adrenaliny riksze dostarczają też wrażeń wizualnych, bo wszystkie są starannie zdobione wyszukanymi malowidłami oraz wiszącymi i dzwoniącymi ozdóbkami.
Krótko mówiąc, jak na razie, obok niesłychanego przyjęcia jakie gotują nam mieszkańcy Bangladeszu, riksze są tym, co zachwyca w tym kraju najbardziej.

piątek, 7 lutego 2014

Arabeski - Jemen raz jeszcze


Wiem, że spodobało się Wam w Jemenie (zupełnie się nie dziwię), więc jeszcze raz, już po raz ostatni, kilka zdjęć z tego kraju.


czwartek, 6 lutego 2014

3 x D

Ad-Dauha, Delhi, Dhaka - to stolice krajow, ktore odwiedzam w czasie tej wyprawy (wybaczcie brak polskich znakow, ale pisze to na banglijskim komputerze).
Jeden dzien spedzilam w Katarze, jeden w Indiach, a przed kilkoma godzinami wyladowalam w Bangladeszu. Teraz siedze w lobby hotelu w Dhace i czekam na pokoj. Po wypiciu obrzydliwie slodkiej i mlecznej kawy, ktora pracownicy hotelu postanowili umilic nam oczekiwanie, moi znajomi zasneli na kanapach, a ja zabralam sie za pisanie.
Co prawda nie mam jeszcze wiele do powiedzenia o tym kraju, ale juz znam 2 slowa po bengalsku (gari i rasta czyli samochod i ulica). Lekcje lokalnego jezyka zafundowal nam rozmowny taksowkarz, ktory nie tylko zachwalal uroki Bangladeszu, ale tez odspiewal nam hymn i wytlumaczyl, dlaczego lepiej miec corki niz synow.
O, chyba juz pokoje gotowe - koncze zatem, bo trzeba zrzucic plecaki i isc w miasto.
A przy okazji, czy ktos z Was wie, jak nazywaja sie mieszkancy Bangladeszu?

wtorek, 4 lutego 2014

poniedziałek, 3 lutego 2014

Komu w drogę...

Plecak już spakowany, jeszcze tylko ostatnie drobiazgi i w drogę!
Trzy tygodnie, trzy kraje, trzy stolice zaczynające się na literę D :)
Zaglądajcie na blog i na stronę Wypraw Zagawy na Facebooku, postaram się na bieżąco zdawać relację z wyprawy.
A po powrocie, in sza'allah, mam nadzieję pokazać Wam wiele ciekawych zdjęć.
Nie zapominajcie więc o Wyprawach Zagawy.
Do zobaczenia!

buty rozpadły się na Sri Lance i zostały w Kolombo, spodnie cerowane przez krawca w kurdyjskiej Urfie, też pozostały na trasie. Ale plecak ten sam, no i ja ta sama. I znów jadę, no bo jak tu nie jechać...

niedziela, 2 lutego 2014

Karuzela - Nepal

Karuzela, karuzela
na mym blogu co niedziela...

Kolejna wyprawa już tuż tuż i spraw przedwyjazdowych narobiło się tyle, że dziś same zdjęcia. Mam nadzieję, że Wam się spodobają. To Katmandu i okolice.


sobota, 1 lutego 2014

Animalsi cd

Dziś o zwierzakach ciąg dalszy. Wyszło mi, że teraz Tanzania. A jak Tanzania to i Zanzibar.
Fauna tej wyspy na moich zdjęciach przedstawia się tak: