poniedziałek, 17 marca 2014

Deszczowej opowieści ciąg dalszy


W dalszym ciągu jest szaro-buro, więc kontynuowanie wątku deszczowego będzie jak najbardziej na miejscu.

w deszczowy dzień i w Indiach jest szaro...


W deszczowej Warszawie nosa z domu nie wychylam, w Kalkucie nie stać mnie było na taki luksus, bo bilety do Waranasi były już kupione i wiadomo było, że trzeba będzie niedługo wyjechać. Więc deszcz, nie deszcz, ruszyliśmy zwiedzać.

w taką pogodę panna młoda ma jeszcze gorzej niż turysta
 
 
                Naszym głównym celem była budowla zwana Victoria Memorial, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Kalkuty. Pojechaliśmy tam metrem, łapiąc kilka srok za ogon, bo to i sucho i ciekawie i tanio do tego.
jeśli ktoś ma problemy z odczytaniem nazwy stacji, to może spojrzeć na obrazek i już wie, że byliśmy koło świątyni Kali
 
Metro kalkuckie nie jeździ nadmiernie często i może dlatego podróżuje się nim w charakterze szprotek w puszce. Zanim jednak udało nam się wepchnąć do niemiłosiernie zapchanego wagonu, musieliśmy odczekać 20 minut, bo mniej więcej co tyle kursują pociągi.

o, właśnie tak ciasno było            
     Podróż nie trwała długo i zakończyła się szczęśliwym wydostaniem się z pojazdu na właściwej stacji (co nie było wcale takie oczywiste). Potem jednak los sprzyjał nam już mniej, deszcz wciąż padał i to coraz bardziej, a my mieliśmy na sobie coraz mniej suchej odzieży. Twardo jednak wykupiliśmy bilety wstępu do Victoria Memorial i ruszyliśmy przez otaczające go ogrody.

ogrody bardzo przyjemne i pewnie - gdyby nie pogoda - spędzilibyśmy tam więcej czasu      
           Jak się okazało, nasza dzielność i niepoddawanie się naturze nie była niczym szczególnym. Turystów zwiedzających Victoria Memorial było wielu, ale nie to zadziwiało najbardziej. Znacznie większe wrażenie zrobiły na mnie zakochane pary, które nic sobie nie robiąc z ulewnego deszczu, trwały w romantycznym uniesieniu na ławkach ustawionych w parkowych alejkach.

miłość nie tylko grzeje, ale i osusza    
 
            My staraliśmy się jak najszybciej dostać do wnętrza zabytku, bo w pewnym momencie znacznie bardziej od oglądania atrakcji turystycznych zaczęło nam zależeć na znalezieniu się w suchym wnętrzu. Zrobiliśmy więc tylko kilka fotografii imponującej budowli i schowaliśmy pod jej dachem.

Victoria Memorial
 
 
                Victoria Memorial to dla mnie trochę takie „cudowiszcze”, nie wiadomo po co to i dlaczego. Kalkuta szczyci się tym budynkiem, ale przecież tak naprawdę to symbol kolonialnego ucisku, czyli coś co powinni raczej chcieć zburzyć, a nie hołubić. Nasz Pałac Kultury ledwo się ostał, a przecież to budowla szalenie użyteczna, nie sposób wymienić wszystkich mieszczących się tam kin, teatrów, muzeów i innych instytucji. A Victoria Memorial? Nie służy i nigdy nie służył do niczego. Chyba jedynym powodem jego wystawienia było pokazanie, że i Anglicy potrafią zbudować coś równie pięknego jak Tadź Mahal. No, ale jeśli taka była intencja, to niestety się nie udało. Budynek jest ogromny i imponujący, ale tak mu do misternej i zwiewnej urody Tadź Mahalu, jak pewnie królowej Wiktorii do „Ozdoby Pałacu”, Mumtaz Mahal  czyli ukochanej żony mogolskiego władcy Szahdżahana, dla której zbudowano ten najpiękniejszy grobowiec świata. Co prawda deszcz stał się tak ulewny, że nie zrobiłam  zdjęcia pomnikowi królowej Wiktorii (zapewniam Was, że to żadna strata), więc nie mogę poprzeć moich słów obrazem, ale chyba domyślacie się, co mam na myśli.

dla sprawiedliwości zdjęcie Tadź Mahalu zrobione też przy nie najlepszej pogodzie       
 
         No cóż, to już chyba koniec deszczowej opowieści, bo w obliczu nawałnicy, resztę dnia spędziliśmy kontemplując karty dań w kilku kalkuckich restauracjach i barach….

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza