sobota, 23 listopada 2013

Afryka Zachodnia z lotu ptaka


Od kilku miesięcy opowiadam Wam o Afryce oglądanej z wysokości 0 m n.p.m. Pomyślałam, że czas najwyższy, byśmy spojrzeli na nią z góry. Dlatego specjalnie dla Was postanowiłam polatać nad Afryką samolotem. No dobra, może przyczyny tej podróży były nieco inne, ale aparat wzięłam po to, żebyście i Wy mogli popodziwiać Czarny Ląd z lotu ptaka.

Akra



                Poleciałam sobie z Ghany, ponad Wybrzeżem Kości Słoniowej do Liberii. Trasa łatwiutka, wystarczy cały czas trzymać się narysowanej w dole kreski. Zgubić się nie sposób. Linia pomiędzy lądem a oceanem towarzyszy samolotowi przez cały czas .

Leci się jak po sznurku

Jednak pozostałe widoki się zmieniają. Bo też i kraje nad którymi przelatywałam nie są do siebie podobne. Dla przeciętnego Europejczyka różnica między Ghaną i Liberią jest niewielka, żeby nie powiedzieć żadna. Jednak w rzeczywistości dzieli je wiele. I nie trzeba wcale spędzać w Afryce wielu miesięcy, żeby to dostrzec, widok z okna samolotu wystarczy. Gdy startuje się z lotniska w Akrze, w dole pozostaje gęsto zabudowany teren. Budynki nie są z reguły wysokie, ale jest ich dużo, nie ma wątpliwości, że ma się do czynienia z rozległym miastem.

Akra raz jeszcze

Natomiast patrząc z góry na Liberię, widzi się zieleń, zieleń i jeszcze raz zieleń.

Taki widok dominuje

 Uwielbiam latać nad tym krajem, szczególnie gdy samolot się zniża i spośród zielonej masy można wyodrębnić pióropusze palm. Jest ich całe mnóstwo, a pomiędzy nimi wiją się rdzawe ścieżki, przy których z rzadka przycupnęły małe chatki. Widok żywcem wyjęty z moich dziecięcych marzeń o dalekich podróżach do egzotycznych krajów.

Ach…

                Wiem, wiem, wiem. Wiem, że tak pięknie wygląda to tylko z góry, że Liberia doświadczona została okrutną wojną. Że to kraj zniszczonych budynków i zniszczonych ludzi. I że życie w tych malowniczych chatkach nie jest usłane różami. Kilka razy w tygodniu mam do czynienia z Liberyjczykami, którzy dopiero teraz opuszczają obozy dla uchodźców i wracają do domu niewidzianego kilka lub kilkanaście lat. Ci młodsi nie byli tam być może nigdy. Często zastanawiam się, jakie są te powroty. Na pewno niełatwe. Więc może dobrze, że choć lecąc do Liberii mogą cieszyć się pięknem swojego kraju…

Tak Liberyjczycy radzą sobie z ruinami zniszczonych w czasie wojny budynków. Z daleka wygląda to ładnie i kolorowo. Z bliska niestety znacznie gorzej

                Oprócz widoków lubię w Liberii też powietrze. Gdy zmrożona na kość opuszczam zimne i suche powietrze samolotu i staję na płycie lotniska, najpierw trochę mnie zatyka. A potem czuję w brzuchu radosne motylki. To powietrze jest po prostu cudowne. Moja wysuszona skóra natychmiast staje się nawilżona, a nos z zapałem wdycha woń wilgotnej ziemi. Wiecie jak pachnie łąka w upalny dzień po burzy? Powietrze w Liberii jest właśnie takie, tylko jeszcze intensywniejsze, bo jest tu cieplej niż u nas. Czasem pachnie też skoszoną trawą. Oczywiście też zmoczoną deszczem, bo tu pada podobno ciągle (choć ja nie doświadczyłam tego jeszcze ani razu).

Woda w Liberii występuje pod każdą postacią, przesycone jest nią nawet powietrze

                Oddychanie zdecydowanie powinno być uwzględnione w przewodniku po Liberii jako jedna z atrakcji turystycznych. I to nic, że czytający to pracownicy ONZ, którzy zmuszeni są do przyjazdu do tego kraju i traktują to jak zesłanie, pukają się teraz w czoło. To nic. Mnie się  podoba i już. I z ogromnym żalem wsiadam z powrotem do samolotu, w którym znów wyschnę na wiór.

Okolice Monrowii – stolicy Liberii

                Ale co robić, mus to mus. Na pocieszenie pozostaje mi oglądanie Akry nocą. Bo o ile w kategorii widoków dziennych Liberia zdecydowanie wygrywa z Ghaną, o tyle gdy się ściemni zieleń przemienia się w czerń i nie widać nic. Natomiast zbliżając się do Akry, można podziwiać światła wielkiego miasta. 

Akra nocą

Szczególnie bije w oczy wielki neon otwartego w tym miesiącu nowego supermarketu „Palace”. Jest tak jaskrawy, że widać go chyba nawet z kosmosu.

Trochę trzęsło przy lądowaniu, ale i tak widac, gdzie jest „Palace”. Świeci się najbardziej ze wszystkiego

                 A że supermarket ten jest stosunkowo niedaleko mojego domu, więc mogę dość dokładnie zlokalizować swoje miejsce zamieszkania. Chyba  wszyscy już śpią, bo w oknach ciemno. A zatem dobranoc!

 

1 komentarz:

  1. Liberia jawi się zdecydowanie ładniej niż Ghana. Zielono, zielono, zielono... Też by mi się tam podobało. Włącz Liberię w swoje plany, koniecznie!

    OdpowiedzUsuń