sobota, 8 października 2016

Kioto cz. 1

Kioto to miasto chyba w Japonii najzacniejsze. To prawda, że stolicą kraju jest Tokio, ale po pierwsze dopiero od połowy XIX wieku, a po drugie w 1945 roku zostało tak zniszczone (w  wyniku amerykańskiego nalotu dywanowego  zginęło więcej osób niż w Hiroszimie i Nagasaki przez – też amerykańską – bombę atomową),  że niewiele zostało z zabytkowej struktury miasta.
Natomiast dawna stolica i siedziba japońskich cesarzy jest miastem tak wspaniałym, starym  i pełnym ważnych zabytków, że nawet Amerykanie postanowili Kioto uszanować i skreślili je z listy potencjalnych celów zrzutu bomby atomowej.



Takiego miasta nie da się poznać w dwa dni. Dlatego nie będę udawała znawczyni Kioto i siliła się na poważne opisy.  

Japończycy także darzą Kioto szczególnym szacunkiem, przyjeżdżając tam na wycieczkę, wypożyczają kimona i zwiedzają czcigodne miasto w tradycyjnym stroju

Opowiem Wam  o tych kilku miejscach, które udało mi się w trakcie tak krótkiego pobytu odwiedzić, a jeśli poczujecie niedosyt… podobno są teraz naprawdę tanie loty bezpośrednio z Warszawy do Tokio. A stamtąd shinkansenem to jakieś 73 minuty i już oglądacie Kioto własnymi oczami. Polecam!


Ja, moimi oczami przyjrzałam się przede wszystkim świątyni Fushimi Inari. Kioto od dawna kojarzyło mi się z takim widokiem:


I wiedziałam, że nawet jeśli spędzę w mieście tylko chwilę, to muszę pójść do tej świątyni. Kiedy okazało się, że z hostelu, w którym się zatrzymałam, można tam dojść na piechotę, nie zastanawiałam się ani chwili – zostawiłam bagaże w pokoju i ruszyłam w stronę Fushimi Inari. Najpierw szłam taką ulicą:


Potem dróżką wśród stoisk z przekąskami i pamiątkami, 

nie jadłam tego, ale podejrzewam, że to ryba

aż w końcu dotarłam do pierwszej pomarańczowej bramy torii. Nie różniła się niczym od bram stojących u wejścia do każdej szintoistycznej świątyni. 


Tylko, że na ogół taka brama jest jedna, góra dwie. Tutaj zaś pierwsza torii nie tylko nie jest ostatnią, ale nawet nie przedostatnią ani przed przedostatnią. 


na bramach ufundowanych przez wiernych wypisane są ich nazwiska czy nazwy firm (tzn. takie chodzą słuchy, sama nie byłam w stanie zweryfikować tej informacji)

Nie wiem jaka jest ogólna liczba bram, ale kilka tysięcy na pewno. 


Wędrowanie pomarańczowym tunelem na szczyt góry Inari i z powrotem to zajęcie na kilka godzin. Ja niestety – z powodu nogi – przeszłam tylko pierwszy fragment trasy. 


Dotarłam do kapliczki, 


obejrzałam figurki lisów, które jako posłannicy bóstwa Inari, czczone są w tej świątyni, 


deszczułki do spisywania próśb też mają lisie kształty

popatrzyłam na ludzi próbujących swych sił przy kamieniach, które mogą spełnić ich życzenia

pomyśl życzenie i  spróbuj przewidzieć wagę kamienia (jednej z tych kul na daszkach kapliczek), a następnie podnieś go. Jeśli jest lżejszy niż przypuszczałeś, twoje życzenie się spełni

i pożegnałam świątynię. Trochę szkoda, ale przecież i tak muszę wrócić do Kioto…




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza