wtorek, 29 listopada 2016

Najmniejszy park narodowy świata

Île de la Madeleine to kolejne warte odwiedzenia miejsce, oddalone od Dakaru o kilkanaście minut podróży motorówką. 

Dakar jest naprawdę blisko - płynąc na wyspę cały czas można podziwiać pomnik renesansu Afryki


Swą nazwę Wyspa Magdaleny zawdzięcza portugalskiemu statkowi badawczemu – Madalena – którego załoga na początku XVIII wieku sporządziła mapę senegalskiego wybrzeża. Skalista, nieprzyjazna ludziom i rolnictwu wyspa nigdy nie była zamieszkana. Dakarczycy mówili, że to wina złych duchów, które osiedliły się na skałach i nie chciały żadnego sąsiedztwa.
Dziś Wyspa Magdaleny – najmniejszy park narodowy świata - jest królestwem ptaków i baobabów. Na przybrzeżnych skałach i na gałęziach potężnych drzew, wszędzie siedzą kormorany. 


Zobaczyć je to żadna sztuka. 


Spotkanie z ptasim symbolem parku narodowego Madeleine – faetonem – jest o wiele trudniejsze i właściwie niemożliwe bez pomocy przewodnika. 

park narodowy można wizytować jedynie w towarzystwie przewodnika

Faetony to bardzo rzadkie ptaki, oprócz Dakaru występują jedynie na Wyspach Zielonego Przylądka. 


I to im moja opowieść zawdzięcza zgrabne przejście od spraw przyrodniczych do kulturowych. Faeton bowiem został symbolem wyspy nie tylko ze względu na rzadkie występowanie, ale też, może nawet przede wszystkim dlatego, że za jego sprawą w 1949 roku, Seydina Mandione Laye został wybrany drugim kalifem bractwa Layene.

Faeton usiadł na ramieniu tego mężczyzny, co dla wszystkich było czytelnym znakiem, że to własnie on powinien zostać kalifem

Bractwo Layene to sekta, do której należą głównie Lebou, członkowie jednej z wielu grup etnicznych Senegalu. Ich religia stoi gdzieś na granicy pomiędzy islamem a animizmem, a i chrześcijaństwo nie jest im zupełnie obce. Świętują Boże Narodzenie (bo Jezus jest ważną postacią okresu sprzed powstania bractwa), czytują Biblię, przestrzegają pięciu filarów islamu, a także modlą się do baobabów (a przynajmniej za ich wstawiennictwem). Na Wyspie Magdaleny jest kilka naprawdę potężnych drzew, przy których ustawiono tabliczki informujące turystów, że znajduje się w miejscu kultu.


W naszej wycieczce po wyspie oprócz nas i przewodnika uczestniczył też jego znajomy, który skorzystał z okazji, że zagraniczne turystki płacą i może za darmo zwiedzić park narodowy. Pan ten przy jednym szczególnie imponującym baobabie złożył ofiarę w postaci kilku monet i powierzył drzewu swoje prośby.

ofiarować baobabowi można monety

albo biżuterię

prawie w całości baobab, którego fragmenty były przedstawione na dwóch poprzednich zdjęciach

A przy baobabie gigantycznym posłużył za odnośnik, dzięki któremu łatwiej będzie Wam wyobrazić sobie rozmiary drzewa. Całości nie dało się nijak zmieścić na jednym zdjęciu, ale i tak widać, że to drzewo kolos, prawda?


o dziwo nie wszystkie baobaby są wielkie :)

W charakterze ciekawostki na wyspie, a właściwie koło niej, występuje także wrak hiszpańskiego statku, który zatonął tu ponad 20 lat temu. Chciał przybić do brzegu podczas burzy, no i niestety się przewrócił.


- A dlaczego wciąż tu leży? – spytałam naszego przewodnika.
- Bo była burza, wielkie fale i się przewrócił.
- Rozumiem, ale dlaczego teraz tu leży?
- No bo była burza i wielkie fale…
- Tak wiem, dlatego zatonął. W 1992 roku. Ale dlaczego w 2016 tu leży?
- Bo burza była.



Za trzecim razem zrozumiałam wreszcie, że moje pytanie jest niemądre, zaprzestałam dręczenia przewodnika i zajęłam się czymś pożyteczniejszym, czyli fotografowaniem. Dzięki czemu być może nie zaspokoję Waszej ciekawości na temat andaluzyjskiej floty, ale za to na zakończenie pokażę kilka widoków najmniejszego parku narodowego świata.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza