piątek, 2 grudnia 2016

Różowe wody Różowego Jeziora

Nad Różowe Jezioro jechałam przekonana, że to ściema – pocztówki i zdjęcia w Internecie są podkolorowane, a w przewodniku przesadzają. Na pewno okaże się - myślałam sobie - że jest niewłaściwa pora roku, nieodpowiednia pogoda oraz coś tam jeszcze i jezioro jest zwyczajnie szaro-bure. Z autobusu, który dowiózł nas do Lac Rose (Różowego Jeziora) wysiadałam zatem bez większych emocji. Wysiadłszy, spojrzałam na taflę jeziora i zobaczyłam to:

bliskie spotkanie z jeziorną wodą


Nieźle, prawda? Swój kolor jezioro zawdzięcza pewnemu rodzajowi sinic, które żyją w soli leżącej grubą warstwą na dnie zbiornika. Spotykani w okolicy ludzie podawali nam różne informacje, mniej więcej można przyjąć, że woda jest stosunkowo płytka (1-2 metry), a pod nią leży ponad 1,5 metra soli. 


Wydobywana jest metodą najprostszą – człowiek odpływa łódką nieco od brzegu, wskakuje do wody i przerzuca sól z dna jeziora do łódki. 

widzicie człowieka? tak mniej więcej w okolicach dziobu łódki wystają z wody głowa i ramiona

Następnie wysypuje sól na brzegu i czeka aż wyschnie. 


  Działalność ta zmienia nadjeziorne łąki w iście księżycowy krajobraz, niegościnny choć malowniczy.



sól pakowana jest w worki


W ogóle okolice Różowego Jeziora są takie, że aparat sam wyskakuje z torebki. Bo zaraz za jeziorem zaczynają się wydmy. Piaseczek na nich drobniutki i mięciutki jak mąka tortowa typ 400. 


Piękny jest i miły, ale iść po nim trudno, a jechać to już w ogóle, dlatego pewnie ulica zrobiona jest z ubitej ziemi. Prawdziwie po afrykańsku czerwonej. W efekcie powstały obrazy, których nie powstydziliby się najprawdziwsi artyści.




Idąc po piaseczku, po kilkuset metrach dochodzi się do oceanu. 


Kto nie chce pływać w jeziorze, może sobie zafundować kąpiel w dziesięć razy mniej zasolonym Oceanie atlantyckim. 


Całkowitym wrogom soli pozostają baseny, których jest w okolicy całkiem sporo, każdy hotel dysponuje przynajmniej jednym.


basen i domki hotelu, w którym nocowałyśmy

Jak widać Różowe Jezioro to idealne miejsce na weekendowy wypad. Z Dakaru niedaleko – jakieś 20-30 kilometrów, widoki piękne, pogoda zapewniona, atrakcje też.
Jeśli wypoczynek nad różnego rodzaju wodą to dla kogoś za mało, może sobie zafundować przejażdżkę na wielbłądzie


 lub na quadzie. Przez wiele lat, dopóki rajd Paryż-Dakar odbywał się w Afryce, jego meta znajdowała się właśnie nad Różowym Jeziorem. Siedem lat temu rajdowcy przenieśli się do Ameryki Południowej, nad jeziorem pozostały quady, którymi można przejechać się po piaszczystej okolicy.


I tak przyjemnie płynie pełen wrażeń dzień. A gdy słońce schowa się już w wodach oceanu, 


siada sobie człowiek w jednej z miłych lokalnych knajpek,


 je niewielką jeziorną rybkę (ryby przystosowały się do życia w słonej wodzie, ale rosną w niej raczej mizernie) i z rozkoszą myśli o tym, że on tu, a listopadowa szaruga i błoto pośniegowe gdzieś tam hen daleko, daleko…



PS czy ja już wspominałam, że lubię Senegal? Bardzo. Bardzo bardzo.


4 komentarze:

  1. Niecałe dwa tygodnie temu miałem okazję zobaczyć turkusowe wody jeziora w... centrum Polski! Szkoda tylko, że to nasze w odróżnieniu od opisywanego przez Ciebie, to pozbawiony wszelkiego życia twór zrodzony przez pobliską elektrownię. ;)

    Pozdrawiam,
    Damian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turkusowe, jak w mordę strzelił. Oto ono: http://digart.img.digart.pl/data/img/vol4/31/54/miniaturki400/7924164.jpg ;)

      Usuń
    2. Rety!! To zdjęcie nie z Karaibów??

      Usuń