środa, 9 kwietnia 2014

Miłość wykuta w kamieniu


Czytam i czytam te „Indyjskie wędrówki”* i co chwila popadam w zdumienie, jak szybko świat się zmienia. Weźmy na przykład taki Tadź Mahal. Autor książki oglądał ten grobowiec w latach pięćdziesiątych, niby nie tak strasznie dawno, a jednak wszystko było wtedy inne. Można było swobodnie chodzić, gdzie się chce, dla lepszego widoku wspinać na wieżyczki i stać „nad sarkofagami sam na sam z bosonogim strażnikiem”. A jeśli do Tadź Mahal  przybyli „mężczyzna i kobieta kochający się prawdziwie, mający szlachetne serca”  i akurat wypadała pełnia księżyca, to mogli bez żadnego problemu zostać w ogrodzie otaczającym grobowiec na całą noc, po to by o świcie ujrzeć piękną Mumtaz Mahal, ukazującą się zakochanym parom.

     

            Trochę żałuję, że nie jestem starsza (o te pięćdziesiąt lat). Teraz bowiem odwiedziny w tym romantycznym miejscu wyglądają zupełnie, ale to zupełnie inaczej.
o świcie można popatrzeć na Tadź Mahal jedynie z pewnej odległości, a to już niestety nie to samo


Zaczyna się od tego, że kasy biletowe nie znajdują się przy wejściu, tylko w budynku oddalonym od niego o 700 metrów. Niby nic, ale jak ktoś nie wie i przyjdzie do Tadź Mahal bez biletu, to zanim będzie mógł oddawać się podziwianiu wielkiej „miłości wykutej w marmurze” musi odbyć 1,5 km przebieżkę do kasy i z powrotem. Potem zaś zostanie przepuszczony przez bramki magnetyczne, a jego bagaż prześwietlony i poddany inspekcji. Zdaje się, że nie ma jasnych reguł, mówiących, co można, a czego nie wolno wnosić na teren wokół zabytku. Z własnego doświadczenia wiem, że zabronione są pluszowe maskotki i guma do żucia.

w cenę biletu wliczone są foliowe opakowania na buty, dzięki którym nie trzeba do grobowca wchodzić boso. Wygodniej, ale jak tu być romantycznym w takich foliowych papuciach?
          
       Kiedy już pokona się wstępne trudności, można przystąpić do zwiedzania. Niestety, nigdy nie jest się „sam na sam z bosonogim strażnikiem”. Przeciwnie, w każdej sekundzie otaczają człowieka niezliczone tłumy.
o, wszędzie jest właśnie tak


 Na szczęście większą ich część stanowią indyjscy turyści, a ci nie psują zdjęć tak bardzo, jak Europejczycy. O ile bowiem fotografia pięknej budowli i pana w szortach z aparatem na brzuchu jest do niczego, to jeśli uchwyci się panią w kolorowym zwiewnym sari czy mężczyznę w turbanie, to może być nawet z korzyścią dla ujęcia.
dziś prawie wszyscy mają aparaty fotograficzne w telefonach, ale jeszcze 3-4 lata temu wiele osób prosiło, żeby im zrobić zdjęcie i przysłać odbitkę. Ciekawe, czy te fotografie docierały, gdzie potrzeba, bo podawane adresy wyglądały czasem dość dziwnie.


Hindusów przybywa do Tadź Mahal mnóstwo, między innymi dlatego, że bilety dla nich są około trzydzieści razy tańsze niż dla zagranicznych gości. Zawsze tak było i nie dziwi mnie to ani nie oburza, ale ostatnio wprowadzono jeszcze jedną nowość. Otóż posiadacze droższych czyli lepszych biletów, nie muszą stać w kolejce i mogą wejść do wnętrza grobowca kiedy chcą. Natomiast ci z tańszymi muszą ustawić się w opasającym całą budowlę ogonku i cierpliwie czekać na swoją kolej. Niby wszystko jest w porządku, jedni zapłacili dużo, więc mają przywileje, inni wchodzą prawie darmo, ale muszą odstać swoje. Tyle tylko, że o cenie biletu decyduje wyłącznie paszport turysty i efekt jest taki, że obywatele Indii stoją w kolejce i patrzą, jak biali turyści wchodzą do środka bez czekania. Jakoś to tak dziwnie wygląda….

kolejka do wejścia opasywała dokoła całą budowlę
    
             Dopiero w środku panuje równość i wszyscy są tak samo poganiani, żeby zbyt długo nie tarasować dostępu do grobu pięknej Mumtaz Mahal i jej męża Szahdżahana. Nie ma mowy o zatrzymaniu się, zadumie, romantycznym rojeniach.
                Na szczęście sam Tadź Mahal wciąż jest tak samo piękny, jak 50 lat temu i jeśli tylko uda się nie zwracać uwagi na tłumy, to można oddać się podziwianiu misternych kwiatków zdobiących biały marmur i urody całej konstrukcji.

marmurowe kwiatki dla ukochanej żony
Można też myśleć sobie o potężnym władcy, który „(…) ze wszystkich skarbów i bogactw jeden tylko klejnot miłował i nosił w swym sercu: była nim księżniczka Arjemand – piękna jak jutrzenka, dobra jak anioł i mądra jak słowo Proroka. Ją jedną tylko czcił i miłował, chociaż w haremach swoich miał księżniczki tak cudnej urody, że motyle zlatywały się ku nim sądząc, że to kwiaty.(…) Ona była jego królową i nazwał ją Mumtaz Mahal – Wybranką Pałacu”.
nie wiem, czy 50 lat temu fontanny działały, dziś niestety nie


Niestety, wydając na świat czternaste dziecko, piękna królowa (mająca około czterdziestu lat) umarła. Jej mąż najpierw pogrążył się w rozpaczy nieprzytomnej, „nie jadł, nie pił, nie spał, rzucił sprawy państwowe i nikogo do siebie nie dopuszczał pogrążony w czarnym oceanie bólu”. A potem wezwał nadwornego architekta i nakazał mu wybudowanie grobowca. Powiedział tak: „Uczyń go tak pięknym – jak ona była piękna. Uczyń go tak wdzięcznym – jak ona była wdzięczna. Uczyń go takim, by ktokolwiek nań spojrzy, ujrzał w nim urodę i harmonię jej duszy.”

               
 I taki właśnie jest Tadź Mahal. A że oprócz legendy są jeszcze fakty historyczne? Że można do tej historii dorzucić łyżkę dziegciu? Można, ale po co?

ogrody wkoło grobowca


*”Indyjskich wędrówek” Jerzego Rosa, wydanych przez Iskry w serii „Naokoło świata” nie szukajcie raczej w księgarniach. Zajrzyjcie lepiej do biblioteki, antykwariatu lub… skupu makulatury – mój egzemplarz pochodzi właśnie z takiego miłego skupu, który sprzedawał wszystkie książki po 1 zł. Kupiłam tam wiele starych wydawnictw. Niestety, skup już nie działa.

w jednej z towarzyszących Tadź Mahalowi budowli

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza