wtorek, 22 marca 2016

Luang Prabang - klejnot Laosu

Stolicą Laosu jest Wientian, ale miastem najważniejszym i najbardziej znanym pozostaje od zawsze Luang Prabang. Jego sława jest w pełni zasłużona – moje pierwsze chwile w tym mieście (będące jednocześnie pierwszymi chwilami w Laosie) utwierdziły mnie w przekonaniu, że – tak jak obiecywały przewodniki – trafiłam do raju na Ziemi. 

widok z tarasu naszego hotelu


Z okropnie głośnego, zakorkowanego i zadymionego Bangkoku przeniosłam się nagle do sennego miasteczka, pełnego pięknych buddyjskich świątyń, 



kolonialnych budynków 


i małych kawiarenek spowitych w bujną tropikalną zieleń. 


Do tego rzeki sennie opływające centrum miasta z dwóch stron i znikomy ruch samochodowy – no po prostu cudownie. Idąc z plecakiem po głównej ulicy Luang Prabang, gratulowałam sobie w duchu, że zaplanowałam trzydniowy pobyt w tym mieście. 

główna ulica, tuż koło pałacu królewskiego

Zresztą trzy dni to wcale nie tak dużo, samych świątyń jest tu kilkadziesiąt, a do tego pałac królewski, wzgórze Phu Si zdobne w złoconą stupę


 i oferujące piękny widok na Mekong o zachodzie słońca, 


targi poranny i nocny oraz nadrzeczne promenady z miłymi ogródkami, w których pijąc zimną wodę kokosową, można przyglądać się wodnemu życiu miasta. A kiedy człowiek nacieszy się już wszystkim, może wyruszyć na nieco dalsze wycieczki do jaskiń, wodospadów i wiosek.
Postaram się opowiedzieć Wam o wszystkim po kolei. Zaczniemy od najcenniejszej świątyni Laosu – zbudowanej w XVI wieku Wat Xieng Thong (Świątyni Złotego Miasta). Zespół kilku budynków usytuowanych nad brzegiem Mekongu wśród kwitnących drzew i kwiatów 


jest nie tylko szalenie zabytkowy (zbudowano go w 1560 roku) i uchodzi za wzorzec laotańskiej architektury sakralnej,

stare świątynie Luang Prabang poznaje się po tym, że obwód dachu jest większy od obwodu podstawy budynku

 ale też robi wrażenie swoją urodą i odmiennością od innych świątyń (których w Luang Prabang nie brakuje i materiału do porównań miałam pod dostatkiem). Nigdzie indziej nie widziałam takich pięknych, jakby atłasowych ornamentów, 


a przede wszystkim lusterkowych mozaik, które pokrywają ściany świątynnych budowli zarówno od zewnątrz, 

Czerwona Kaplica jest domem cennej figury Buddy, równie starej jak sama świątynia

jak i w środku. 


Stanowią one nie tylko ozdobę, ale też opowiadają różne historie.
O na przykład tu poniżej widać ilustrację do przypowieści o cielaku, który prosi tygrysa, by oszczędził jego matkę i zamiast niej zjadł jego. Tak właśnie każde dziecko powinno okazywać matce wdzięczność za jej troskę i opiekę.


Na terenie świątyni znajduje się także budynek mieszczący Królewski Rydwan Pogrzebowy. Ten 12-metrowy powóz ozdobiony jest rzeźbą siedmiogłowego węża naga oraz zupełnie zwykłymi oponami, jak od ciężarówki.

rydwan służył przedostatniemu władcy, ostatni wraz z rodziną został zesłany do obozu reedukacyjnego i wszelki słuch po nim zaginął

Obejrzawszy świątynię, dobrze jest powłóczyć się trochę po uliczkach Luang Prabang, 


pooglądać inne świątynie, 

w każdej świątyni musi być bęben - budzik dla mnichów

i oczywiście Budda

lub zajrzeć na wystawę, gdzie można pogłębić wiedzę na temat rodzajów medytacji praktykowanych w buddyzmie laotańskim. Typowe dla niego formy medytacji to Samatha (skoncentrowana medytacja prowadząca do spokoju i wyciszenia umysłu) i Vipasana (dbająca o świadomość umysłu i rozwój wewnętrzny), a zalecane pozycje medytacyjne wyglądają na przykład tak:


Tym, którzy nie czują się na siłach spróbować takiej medytacji, proponuję wyciszenie za pomocą relaksu w jednej z restauracji nad brzegiem Mekongu lub Nam Khan. 

o, na przykład tutaj

Wzdłuż obydwu rzek jest ich mnóstwo, można więc spokojnie spędzić nawet cały dzień, obserwując życie toczące się na wodzie, 


ponad nią 

metoda prostowania mostu może nie wygląda przekonująco, ale jest skuteczna, tydzień później most był już naprawiony

i na brzegu.

w porze deszczowej tereny nadbrzeżne są zalewane i stąd gleba tu żyzna

Pod wieczór należałoby jednak zakończyć błogie lenistwo i obejrzawszy zachód słońca nad Mekongiem, udać się na nocny bazar. 

bazar nazywa się nocny, ale działa od około 18:00 (a budowla górująca nad targową uliczką to pałac królewski, obecnie muzeum)

Można tam nie tylko kupić prezenty dla całej rodziny i wszystkich znajomych, 

kalkulator niezbędny do targowania - sprzedający i klient wystukują na nim naprzemiennie proponowaną przez siebie cenę

ale też wypić pyszny koktajl owocowy albo przekąsić co nieco (my co wieczór odwiedzaliśmy tę samą panią, która smażyła nam naleśniki z bananami i mango).
A potem to już tylko spać, bo przepisy nakazują zamykanie wszelkich lokali przed 23:00 i życie nocne w Luang Prabang raczej nie jest zbyt bujne. Ale to nic, dzięki temu łatwiej następnego dnia wstać skoro świt i obejrzeć ceremonię ofiarowywania jedzenia mnichom i bazar poranny.

po prostu Luang Prabang


O czym napiszę następnym razem!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza