sobota, 12 października 2019

KrajKuchnia - Bahamy


Literę B czas zacząć!
Pierwszym krajem w tej serii są Bahamy. Najpopularniejszy, a może nawet jedyny naprawdę znany produkt spożywczy z tego kraju to drink bahama mama. Przez chwilę zastanawiałam się, czy go zrobić, jednak zniechęciła mnie konieczność użycia rumu kokosowego i ostatecznie jako danie bahamskie wystąpi zapiekanka makaronowo-serowa.

wiedzieliście, że Bahamy mają taką smutną flagę? W ogóle nie pasuje do krainy rumem płynącej

Nie brzmi szczególnie egzotycznie? No cóż, Bahamy – jak wiele innych miejsc na świecie – wpadło w brytyjskie objęcia, co odbiło się też na lokalnej kuchni. Zapiekanka pojawiła się na wyspach w XVIII wieku, miała więc sporo czasu, by stać się tradycyjnym daniem. Do tego stopnia, że dzisiejsi Bahamczycy, gdy przyjdzie im żyć na obczyźnie, tęskniąc za ojczyzną, wspominają smak makaronu z serem cheddar.
Do przyrządzenia zapiekanki potrzebne jest mleko skondensowane, co też ma związek z bahamską historią. W czasach kolonialnych mięso i świeży nabiał były trudno dostępne i mleko w puszce stało się częstym gościem w kuchni Bahamów.
No dobrze, koniec gadania, czas wziąć się do roboty. Na początek musiałam zaopatrzyć się w ser cheddar, paprykę, mleko skondensowane, jajka i makaron typu kolanka.

przy okazji odkryłam, że "kolanka" to po angielsku "łokcie"

Gdy zgromadziłam wszystkie składniki, ugotowałam makaron i wymieszałam z masłem. Następnie z dużym trudem powstrzymałam się przed zjedzeniem go, bo taki z masłem i solą to od zawsze moja ulubiona potrawa podwieczorkowa. Wytłumaczyłam jednak sobie, że tak nie można i wsypałam do makaronu starty ser 



oraz posiekaną cebulę i paprykę. Wymieszałam wszystko starannie, tak żeby ser się trochę rozpuścił, 


a potem wbiłam jajko i przyprawiłam solą, pieprzem i słodką oraz ostrą papryką. 


Na koniec dolałam skondensowane mleko i całość przełożyłam do brytfanki. Posypałam po wierzchu resztką sera i wstawiłam do piekarnika.


O efekt nie martwiłam się zbytnio – no bo co tu by mogło być niedobre? Gotową zapiekankę spróbowałam zatem bez większych emocji, ale z przyjemnością. Danie było smaczne i wystarczyło na kilka posiłków, bo nawet niewielki kawałek makaronowo-serowej zapiekanki syci człowieka na długi czas.



Pewnie kiedyś jeszcze sobie ją zrobię. A tymczasem szykuję się już na pełne aromatów danie z Bahrajnu!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza