czwartek, 9 kwietnia 2015

Obiady czwartkowe

Zgodnie z wczorajszą obietnicą dziś będzie o kuchni regionu Baracoa. O słodyczach cucurucho już kiedyś pisałam, ale nie jestem pewna, czy zaznaczyłam wtedy, że należą one nie do specjałów ogólnokubańskich, a właśnie baracoańskich.  

kokosowo-miodowe cucurucho w fazie końcowego wyjedzenia


Chociaż palmy kokosowe rosną przecież w wielu miejscach na wyspie, to jednak jedynie na północno-wschodnim jej koniuszku wykorzystuje się orzechy kokosowe tak jak należy. Nie tylko do produkcji słodkiej masy, ale też do dań głównych.  

Trynidad, kilkaset kilometrów na zachód od Baracoi

Prawie zawsze, w każdej restauracji w Baracoi można zamówić rybę, krewetki czy kurczaka w sosie kokosowym. Piszę prawie, bo zdarzyło się nam, że mleko kokosowe „wyszło”. Prywatne restauracje otwierane są po prostu w domach i ich oferta ma wiele cech „czym chata bogata”, a że chata raczej wybitnie zamożna nie jest, więc różnie to wychodzi. Ponieważ jednak właściciele bardzo cieszą się z każdego klienta i starają się go zadowolić, więc możliwe są różne niestandardowe rozwiązania. 

 dla miłych klientów prażynki od firmy

Kiedy okazało się, że dla mnie owszem, przyrządzono krewetki w sosie kokosowym, ale moja koleżanka – mimo zamówienia ryby w sosie – dostanie rybę jedynie zgrillowaną, kelnerka (będąca jednocześnie jedną z kucharek i współwłaścicielką restauracji) pomyślała chwilę i zaproponowała, że może wyskrobać garnek i podać resztkę mojego sosu. Propozycja została przyjęta i koleżanka zjadła rybę z sosem, tyle tylko, że sos polewała sobie z filiżanki.
Najbardziej tradycyjnym daniem okolic Baracoi są rybki tetí. W tym wypadku nie można się dziwić i zastanawiać, dlaczego podaje się je tylko tam. Baracoa to jedyne miejsce na świecie, gdzie żyją te malutkie, mierzące zaledwie 4 mm rybki. Jakby tego było mało, to nawet tam złowić je można wyłącznie siódmego dnia po pełni księżyca. Wtedy pojawiają się w morzu, w miejscu gdzie słona woda miesza się ze słodką. Potem odpływają w górę rzeki i bardzo sprytnie się gdzieś chowają, tak że rybakom nie udaje się ich złapać. Te tajemnicze rybki wyglądem i smakiem podobne są zupełnie do niczego. Gdybym się dwa razy nie upewniła, nigdy nie odgadłabym, że to co leży na moim talerzu to ryba (czy raczej setki ryb). Sami popatrzcie:

wyglądają mniej romantycznie niż można się było spodziewać, prawda?

 
Po takim egzotycznym daniu na deser najlepsza będzie piñacolada ze świeżych ananasów, gęsta, aromatyczna i pyszna.  Macie ochotę?


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza