czwartek, 23 stycznia 2020

Obiady czwartkowe


Zanim pojechałam do Omanu, myślałam, że tamtejsze słodycze – jak w większości krajów arabskich – to przede wszystkim baklawa.

zdjęcia baklawy nie mam, więc pokażę Wam ciastka okolicznościowe w barwach narodowych

 Tymczasem na miejscu okazało się, że przeróżne wariacje na temat ciasta filo przekładanego orzechami i polewanego miodem, można kupić właściwie tylko w supermarketach. Natomiast prawdziwe cukiernie, dumnie prezentujące szyld „Tradycyjne omańskie słodycze”, proponują klientom wyłącznie chałwę.

omańska chałwa

Od razu spieszę z wyjaśnieniem, że chałwę omańską ze znaną nam turecką chałwą sezamową łączy jedynie nazwa. Wszystko inne stanowczo je różni.
Tradycyjna chałwa omańska zawiera w sobie: wodę różaną, szafran, masło klarowane, kardamon, orzechy, skrobię (nie wiem jaką), cukier biały i brązowy oraz wodę.


 To składniki podstawowe, do których można dorzucać różne dodatki smakowe, dzięki czemu chałwa występuje w wielu odmianach i jakościach. 


Istnieje nawet kadzidłowa – ciekawa w smaku, jednak zbyt dziwna, by mogła cieszyć się popularnością w Polsce – wielu moich znajomych jej spróbowało, ale nikt nie chciał dokładki i w efekcie zostałam z zasuszonym kawałkiem. Czyli mam pamiątkę 😊
To jak chałwa smakuje to jedno, ale równie ciekawy jest sposób jej sprzedawania. Omańskie cukiernie są prawie zawsze bardzo przestronne, lśniące i biało-złote. 


Obowiązkowo też oferują degustację wszystkich rodzajów chałwy oraz kawy. To znaczy gorzka kawa nie jest do próbowania, tylko do przełamywania nadmiernej słodyczy.

z prawej strony widać jednorazowe kubeczki do kawy. Termos jakoś mi się na zdjęciu nie zmieścił

Można więc przyjść do cukierni, zjeść 7 czy 9 kawałków chałwy, wypić kilka szklaneczek kawy i …. No, potem to już zależy tylko od przyzwoitości klienta. Jedni coś kupują, inni nie. A raz zdarzyło mi się nawet, że pewien pan z galanterią zaproponował mi kawę. Oczywiście nie swoją, tylko sklepową.

cukiernia w Nizwie

Ale było też tak, że stojący za mną w kolejce mężczyzna, gdy zobaczył, że mam tylko banknot o wysokim nominale i że być może będzie problem z wydaniem reszty, po prostu zapłacił za chałwę, którą chciałam kupić. A potem jeszcze zaprosił A. i mnie na chłodną wodę kokosową. I podwiózł do miejsca, w którym zostawiłyśmy nasz samochód.

o, u tego pana kupiłam chałwę, nic nie płacąc

I tak od słodyczy przeszliśmy do omańskiej gościnności, która jest wielka i sprawia, że chce się do Omanu wrócić. Oj, bardzo się chce!

sprzedawca chałwy

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza