poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Cmentarz na Łyczakowie

Dla każdej polskiej wycieczki obowiązkowym punktem wizyty we Lwowie jest cmentarz Łyczakowski. Nie mogłam i ja go pominąć, zwłaszcza, że w słoneczny letni dzień, spacer po starym, zanurzonym w niczym nieskrępowanej zieleni cmentarzu to nie tylko obowiązek, ale przede wszystkim ogromna przyjemność.



 Zanim zatem dotarłam do cmentarza Orląt, kwater powstańców styczniowych czy grobów sławnych Polaków, długo chodziłam sobie wśród mniej lub bardziej zapomnianych grobów. Już w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy tworzono cmentarz, postanowiono, że będzie miał charakter krajobrazowo-parkowy. Miał być miejscem nie tylko pochówków, ale też spacerów i spotkań ze sztuką. Plan cmentarza stworzył zarządca ogrodu botanicznego lwowskiego uniwersytetu, a pomniki i kaplice są dziełem wybitnych rzeźbiarzy i architektów. Jeśli dołożymy do tego starania matki natury, to nie ma się co dziwić, że cmentarz Łyczakowski jest miejscem wyjątkowym. Dowolnie długo można się po nim przechadzać, zastanawiać nad losem męża żony aptekarza, któremu nie dane było spocząć koło swojej połowicy,


 przyglądać pomnikom pięknym


 lub dziwnym, 


wyobrażać radców dworu 


i dzieci wyrwane z narażeniem życia sybirowi i carosławiu.


I tak wędrując sobie bez wyraźnego celu, dochodzi się w końcu do części poświęconej młodym obrońcom Lwowa, którzy polegli w walce o swoje miasto. 


Najmłodszy pochowany tu żołnierz miał zaledwie 13 lat. Niewiele starszy był jego nieznany z imienia i nazwiska kolega, nad którego prochami od 90 lat czuwają żołnierze na placu Piłsudskiego w Warszawie.  

spośród takich mogił Jadwiga Zarugiewiczowa, matka poległego w walce studenta wybrała tę trumnę, którą zabrano do Warszawy

We Lwowie zaś leżą koło siebie chłopcy i dziewczęta, 


gimnazjaliści, studenci, rzeźnicy, architekci, modniarki… 


Znalazło się też miejsce dla Amerykanów, którzy przyszli Lwowiakom z pomocą.


 Patrząc na rzędy białych krzyży i obliczając w duchu wiek poległych, nie mogłam przestać myśleć o tym, że może świat wyglądałby dziś zupełnie inaczej, gdyby tym wszystkim szesnasto- siedemnasto-, dziewiętnastolatkom dane było dorosnąć, rozwinąć skrzydła i powołać do życia nowe pokolenie. Kto wie ilu Mickiewiczów i Szopenów utraciliśmy. A może wnuk kogoś z nich byłby dziś moim przyjacielem?
No ale cóż, Historia to bezlitosna pani. Nie da się z nią dyskutować. Można się jedynie cieszyć, że nie zniszczyła wszystkich tak młodo i że na cmentarzu Łyczakowskim możemy odwiedzać groby ludzi, którzy zdążyli nas obdarować swoimi talentami. Miejsce wiecznego spoczynku znalazły tu na przykład Gabriela Zapolska


 i Maria Konopnicka. 


W dniu pogrzebu poetki w całym Lwowie ogłoszono żałobę i zawieszono czarne flagi. W kondukcie ulicami miasta przeszło kilkadziesiąt tysięcy osób. A kiedy po zakończeniu uroczystości pogrzebowych ludzie wracali do domów „na świeżej mogile konały w chłodzie jesiennym stosy kwiatów, jakie kornie rzucano pod stopy wielkiej pieśniarki” (cytat znalazłam w „Spacerze po Lwowie” S. Kopra). I choć wydarzenie to miało miejsce 106 lat temu, Polacy do dziś pamiętają o Konopnickiej, jej grób łatwo wypatrzeć już z daleka, bo wyróżnia się mnóstwem zniczy, wieńców i biało-czerwonych wstążeczek.
Łyczakowska nekropolia jest stara i groby, które najbardziej interesują przybyszów znad Wisły też nie należą do najnowszych. Ale to nie znaczy, że dziś nie dzieje się już na tym cmentarzu nic ważnego. U nas szczęśliwie panuje teraz pokój, ale nie zapominajmy, że Lwów leży na Ukrainie, a przez kraj ten niestety przetaczają się różne burze. Na cmentarzu zaś przybywa grobów. Te związane z najnowszą historią Ukrainy to miejsca pochówku kilku młodych ludzi, będących częścią Niebiańskiej Sotni, czyli stu ofiar manifestacji i protestów nazwanych Euromajdanem.



Jakoś smutno się zrobiło, więc może dobrze, że to już koniec spaceru.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza