Dzisiejszy kraj był dla mnie pewnym zaskoczeniem. Nie samo jego istnienie, tylko przynależność do litery P. Całe życie wiedziałam, że jest Republika Południowej Afryki, a tymczasem Wikipedia na swojej alfabetycznie ułożonej liście, zaraz po Polsce umieściła Południową Afrykę.
Wydało mi się to dziwne. Sprawdziłam więc i okazało się, że „90. posiedzenie Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej, które odbyło się 4 listopada 2015 roku w gmachu Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii przy ul. Wspólnej 2 w Warszawie (…) nie zgłosiło zastrzeżeń odnośnie do wprowadzenia krótkiej nazwy Południowa Afryka dla Republiki Południowej Afryki, w związku z czym nazwa ta została formalnie wprowadzona". Nie oznacza to chyba konieczności rezygnacji z RPA, ale powoduje pojawienie się tego kraju w moim gotowaniu nieco wcześniej niż by się wydawało.
Nigdy w Południowej Afryce nie byłam, bo ciągnie mnie tam jakby odrobinkę
mniej niż do innych afrykańskich miejsc. A że jest na tym kontynencie 55
państw, mam jeszcze przed sobą mnóstwo podróży zanim postanowię tam
pojechać.
Tym chętniej liznę nieco południowej afrykańskości poprzez
kuchnię. A konkretnie zupę dyniowo-bananową.
Do jej ugotowania potrzebujemy: dynię, banana, marchewkę, cebulę czosnek. I takie drobniejsze składniki: miód, cukier, curry w proszku, kolendra w ziarnach, gałka muszkatołowa i bulion. A, i jeszcze mleko kokosowe.
Najpierw należy pokroić dynię, skropić ją olejem, posypać cukrem i pomazać miodem i wstawić do nagrzanego piekarnika.
Jeśli będziecie robić tę zupę, to radzę Wam zrezygnować z cukru – ja dałam wszystko, co było w przepisie i wydaje mi się, że zupa wyszła trochę za słodka. Zwłaszcza, że jeszcze potem dodaje się marchewkę, która też jest słodkawa.
Żeby nie marnować czasu i energii elektrycznej, w tym samym
czasie co dynię, można upiec banana. Jemu wystarczy 15-20 minut, dynia u mnie
potrzebowała pół godziny, by stać się miękką.
![]() |
| banan po upieczeniu |
Czekając na dynię, można zająć się cebulą i marchewką. Trzeba je obrać, pokroić i podsmażyć na patelni.
Po kilku minutach dosypujemy wszystkie wymienione wcześniej przyprawy i cynamon, o którym zapomniałam przy robieniu zdjęcia.
![]() |
| cynamon i sok z cytryny też się przydadzą |
Gdy banan się upiecze, obieramy go ze skórki i wrzucamy na patelnię. A na koniec przekładamy wszystko do garnka,
dodajemy miękką już dynię i dolewamy mleko kokosowe oraz rozpuszczoną we wrzątku kostkę bulionową. Gotujemy wszystko razem jeszcze chwilę, a potem całość miksujemy, uzyskując odpowiednią gęstość za pomocą stopniowego dolewania mleka i bulionu. Ja lubię gęste zupy-kremy, więc dolewałam ostrożnie.
I efekt jest taki, że pierwszego dnia miałam zupę, a następnego
mój tata, którego poczęstowałam afrykańskim przysmakiem, posmarował sobie nim
kanapkę. Pamiętajcie więc, że z czasem zupa gęstnieje. No ale zawsze można
potem, podczas podgrzewania, dolać jeszcze trochę mleka kokosowego.
A na końcu warto jeszcze dodać trochę soku z cytryny, żeby
podkręcić smak.
Zupa rodem z Południowej Afryki jest aromatyczna i smaczna, choć według mnie nieco za słodka. No i zbyt jednostajna kolorystycznie, dlatego podałam ją posypaną rzodkiewką, ogórkiem i natką. Kolendra też by pasowała.
Ciekawa jestem, czy ktoś z Was jadł taką zupę w RPA. Dajcie znać!
A następnym razem będziemy gotować po portugalsku i w ten
sposób zakończymy literę P, zapraszam!










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz