wtorek, 17 listopada 2015

Spacerkiem po Jafie

Pierwszy spacer po Tel Awiwie doprowadził nas do kościoła w Jafie. 

wejście do kościoła św. Antoniego

Przejdźmy się zatem kawałek po tej jedynej naprawdę starej części dwójmiasta Tel Awiw-Jafa (lub jak chcą hebrajskojęzyczni – Jafo).  


Początki Jafy datują się na czasy potopu, swą nazwę zawdzięcza synowi Noego, Jafetowi, który był założycielem miasta. Niestety nie zachowały się zabytki z tamtego okresu, nie ma też w Jafie śladów Jonasza, który tu właśnie wyszedł na ląd po wydostaniu się z wieloryba ani Perseusza, który podobno przyleciał do Jafy na Pegazie. Ale i tak warto wybrać się na spacer po tej najbardziej południowej części Tel Awiwu. Łatwo do niej trafić, wystarczy iść cały czas wzdłuż plaży nadmorską promenadą,

promenada ciągnie się wzdłuż całego miasta

 a kiedy oczom ukaże się osmańska wieża zegarowa, wiadomo, że doszło się do Jafy. 


Teraz są zasadniczo dwie możliwości – albo skręci się w prawo i dotrze do głównego jafskiego placu, przy którym stoi kościół św. Piotra, albo w lewo i trafi na pchli targ, który po hebrajsku nazywa się bardzo sympatycznie shuk ha pish pishim (czyta się to szukapiszpiszim, prawda że ładnie?).
To może najpierw odwiedzimy ten targ, który zajmuje kilka uliczek Jafy. 


W sklepach i na ulicznych straganach można kupić rzeczy stare i piękne albo tylko stare. 

te są stare i ładne :)

Są stoiska z biżuterią, pamiątkami, kolorowymi ubraniami z Dalekiego Wschodu, książkami, płytami i wonnościami. Krótko mówiąc, jest tam wszystko. O, nawet takie sztuczne zwierzęta i hot dogi.



Przy okazji pozwolę sobie na dygresję będącą jednocześnie praktyczną uwagą dla udających się do Tel Awiwu. Otóż jeśli zobaczycie, że w miejscu, w którym chcielibyście zaparkować, krawężnik pomalowany jest na niebiesko, oznacza to, że wolno tam stanąć, tylko – o ile nie jest się mieszkańcem i nie ma telawiwskiej „karty warszawiaka” – trzeba zapłacić. Natomiast czerwony krawężnik jest równoznaczny z zakazem parkowania.

o, tu parkować nie wolno

Ponieważ jednak nasz spacer jest zdecydowanie pieszy, napatrzywszy się na pchli targ, nie przejmując się kolorami krawężników idziemy sobie znów w stronę wieży zegarowej, a potem dalej 

takie miejsca mijamy po drodze

ku morzu i kościołowi św. Piotra. Stoi on przy najważniejszym placu starej Jafy. Oprócz świątyni są tu też kawiarnie, sklepy z pamiątkami i fontanna ze znakami zodiaku. 


Motyw ten jest bardzo popularny w Jafie (nie pytajcie mnie dlaczego), oprócz fontanny jest tu też zodiakowa mozaika

ten kot jest chyba zatrudniony na etacie stróża mozaiki, nie wpuszcza na nią absolutnie nikogo

 i most. 

znaki zodiaku są na tych zielonych obręczach

Ustawiona przy nim tablica informuje, że zgodnie ze starożytną legendą, kto wejdzie na most, dotknie symbolu swojego znaku, popatrzy na morze i jednocześnie pomyśli marzenie, to ono się spełni. Niestety od dłuższego czasu most jest zamknięty – chyba władzom miasta nie zależy na magicznym uszczęśliwianiu swoich mieszkańców.
Na most zatem tylko spoglądamy i idziemy powłóczyć się po wąskich spadzistych uliczkach najbardziej nadmorskiej części Jafy. 



O tym, że jest tu niezwykle malowniczo wiedzą wszyscy, dlatego spacerując, spotkać można pozujące do fotografii młode pary 


i początkujące modelki.




Ponieważ jednak w listopadzie w tej części świata około 17:00 zapada zmrok, trzeba się powoli zbierać. Jeszcze tylko rzut oka na morze, 


jafski teatr 


i meczet (niestety zamknięty) 


i pora wracać do Tel Awiwu centralnego. Ale to nic, przecież zawsze można tu wrócić. Zwłaszcza, że od kiedy do Izraela latają tanie linie, przylatuje się naprawdę szybko i niedrogo. Warto się wybrać!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza