sobota, 14 marca 2015

Tak jak Guevara przewodzi nam

Miało być inaczej, ale z powodu pewnych problemów technicznych, muszę rozpocząć kubańskie opowieści od Ernesta Guevary de la Serna. 


Pan ten, patron szkoły podstawowej, do której chodziłam, odcisnął piętno na moim dzieciństwie. Haftowanie krzyżykami flagi kubańskiej,

nie potrafię patrząc na kubańską flagę, nie myśleć o tych upiornych krzyżykach
 
 robienie witraży z kubańskimi pejzażami i nauka hymnu narodowego przybranej ojczyzny Che (nikt nigdy nie wspominał o tym, że tak naprawdę był Argentyńczykiem), bez znajomości najmniejszych podstaw hiszpańskiego zarówno u zmuszonych do wykucia tekstu na pamięć uczniów, jak i u uczącej nas pani od muzyki – wszystko to złożyło się na moją dziecięcą niechęć do Kuby. Była ona na tyle duża, że kiedy okazało się, że mam iść do liceum imienia José Martí, powiedziałam stanowcze NIE.

ulewa po karaibsku - słońce nie chowa się nawet podczas największego deszczu

Wiadomo jednak, że czas leczy rany, a ja skończyłam podstawówkę nie rok i nie dwa temu. Dlatego propozycję wyjazdu na piękną karaibską wyspę przyjęłam z prawdziwą radością.

Santa Clara

 I nawet sama wpadłam na pomysł odwiedzenia miasta o wdzięcznej nazwie Santa Clara, które w przybranej ojczyźnie Che uznawane jest za jego  (przybrane) rodzinne miasto.  

życie w Santa Clarze toczy sie powoli, mieszkańcy chętnie wypoczywają na ławkach ustawionych wokół głównego placu miasta

Oczywiście w innych miejscach na Kubie także nie da się spędzić dnia bez oglądania twarzy Guevary, ale w Santa Clarze wszystko kręci się wokół postaci bohaterskiego rewolucjonisty.

hasło o tym, że zwycięstwo na zawsze znaleźć można wszędzie, w każdym mieście, wiosce, a nawet na drodze w środku niczego

Przede wszystkim w tym właśnie mieście znajduje się mauzoleum, do którego w 1997 roku przeniesiono odnalezione w Boliwii zwłoki Che. Pochowano je uroczyście, a sam Fidel Castro osobiście rozpalił wieczny ogień, który wydobywa się ze znicza w kształcie przypominającym ogniska, przy jakich partyzanci grzali się wieczorami w boliwijskiej dżungli. Dla spotęgowania wrażenia, za ogniskiem posadzono roślinność pochodzącą takiej właśnie dżungli. Urny ze szczątkami Guevary i kilkudziesięciu jego towarzyszy wmurowano w boczną ścianę mauzoleum. Są tam groby Kubańczyków, Boliwijczyków, Peruwiańczyków oraz Niemki - jedynej w tym gronie kobiety -Tamare Bunke. Tu pojawia się delikatny polski wątek, bowiem ta towarzyszka Che, którą poznał w 1960 roku podczas wizyty w NRD, była córką Niemca i Polki. Najpierw została jego tłumaczką, potem przyłączyła się do walki, poległa w boliwijskiej dżungli, a ostateczne miejsce spoczynku znalazła u boku Ernesta Guevary w mauzoleum w Santa Clarze. 
Niestety zdjęć z tego miejsca Wam nie pokażę, ponieważ wchodząc tam, nie wolno mieć przy sobie ani torby, ani aparatu. Za to zwiedzanie jest bezpłatne, a panie pilnujące porządku bardzo chętnie służą wszelkimi wyjaśnieniami. To w ogóle charakterystyczne dla kubańskich muzeów, panie  nie tylko krzyczą, żeby nie dotykać eksponatów, ale też bez specjalnego namawiania i bez dopominania się o napiwek, opowiadają o wystawie, której pilnują. W mauzoleum wystarczyło, że spytałam, kim są ludzie pochowani obok Che. Pani natychmiast się ożywiła i kazała zawołać moich znajomych.
- Ja będę mówić, a ty im tłumacz – zarządziła i opowiedziała o wszystkim, co znajduje się w mauzoleum.
Podobnie postąpiła jej koleżanka w sąsiadującym z mauzoleum muzeum Che. Właściwie to nawet sama mnie zaczepiła, żebym nie przegapiła zdjęć, na których widać zmienionego nie do poznania Guevarę, który do Boliwii pojechał w przebraniu. Rzeczywiście, w grubym, łysawym, starszym panu trudno było rozpoznać młodego i całkiem przystojnego rewolucjonistę. Niestety w muzeum też nie mogłam robić zdjęć. Na pocieszenie pozostają więc tylko fotografie pomnika znajdującego się ponad muzeum i mauzoleum.

młode pary chętnie fotografują się pod pomnikiem bohatera rewolucji

Pomnik jest ogromny, składa się z postaci Che, otaczających go płyt z wyrytymi hasłami i cytatami oraz platformy, na której wszyscy ustawiają się do zdjęcia.
Dla tych, którzy nie lubią gigantomanii, jest w Santa Clarze jeszcze jeden pomnik Che. Naturalnych rozmiarów, usytuowany w znacznie skromniejszym otoczeniu, przedstawia Guevarę z dzieckiem na jednym i cygarem w drugim ręku.


 Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to wszystko. Ale już przy drugim rzucie zauważa się, że pomnik składa się z wielu więcej postaci niż tylko Che i dziecko. Na ramionach, nogach, pod pachą, 

dziewczyna wygląda przez okno pod pachą Che

na pasku, dosłownie wszędzie na rewolucjoniście siedzą, stoją i leżą małe ludziki. 

ludziki, konie, wszyscy malusieńcy

Z klamerki paska wychodzi ich nawet kilkunastu. Oglądanie tego pomnika to prawdziwa gra planszowa. Bawiliśmy się w nią dłuższą chwilę, cały czas zastanawiając się, co poeta miał na myśli. Czy Che to Guliver, wielkolud w świecie maluczkich? Otóż nie, okazuje się, że autor pomnika, Hiszpan Casto Solano Marroyo, postanowił w ten sposób przedstawić wszystkie cechy Che oraz najważniejsze wydarzenia z jego życia. Jest więc i uosobienie astmy i podróż motocyklowa przez Amerykę Południową. A ludziki wychodzące z paska to triumfalne wkroczenie do Hawany.



Cdn.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza