Sikoku to najmniejsza z czterech głównych wysp Japonii. Żeby ją obejść dookoła potrzeba przynajmniej półtora miesiąca. Iść w poprzek byłoby trudniej, bo na środku są góry, których najwyższy szczyt ma prawie 2 tysiące metrów wysokości.
Administracyjnie Sikoku składa się z czterech prowincji, z których udało mi się odwiedzić trzy. W prefekturze Kagawa byłam jedynie w głównym mieście Takamatsu,
a w Tokushimie odwiedziłam Tokushimę, która jest stolicą tej prefektury.
Najlepiej poznałam Kochi – spędziłam jeden deszczowy dzień w mieście nazywającym się tak samo, jak cała prefektura
oraz przeszłam 203,5 km przez wioski, miasteczka,
pola uprawne
![]() |
| przygotowania do sadzenia ryżu |
i pagórkowate lasy tego regionu.
Szłam wzdłuż brzegu Oceanu Spokojnego, który według mnie zasługuje na swoją nazwę.
![]() |
| niestety zdjęcie nie oddaje przepięknej barwy oceanicznej wody |
Japończycy chyba jednak nie podzielają tej opinii i traktują ocean jak diabła rogatego – odgrodzili się od niego murem,
![]() |
| ocean jest po lewej stronie, za murem. Żeby móc na niego patrzeć, trzeba usiąść na ławce ustawionej na szczycie schodów |
pozostawiając dojście do wody właściwie jedynie w miejscach portów rybackich
![]() |
| rybacy łowią nie tylko ryby |
i starają się jak najlepiej przygotować na ewentualny atak oceanicznego żywiołu.
W każdej wiosce w miejscu, gdzie można byłoby się spodziewać rynku, placu z ławeczkami albo chociaż kapliczki, stoją wieże ratunkowe, które mają dać schronienie w razie tsunami.
Wszędzie są też tabliczki informujące o wysokości nad poziomem morza i drodze ewakuacji do najbliższej wieży.
Dwa razy w roku mieszkańcy nabrzeżnych miejscowości przechodzą szkolenia na wypadek klęski żywiołowej i muszę przyznać, że stopień ich przygotowania do starcia z przyrodą wywarł na mnie duże wrażenie. Choć tsunami w tym regionie nie było już od wielu lat, ludzie nie odpuszczają i cały czas pozostają w czujności. Efekty takiego podejścia można było obserwować już nieraz. Pamiętam, że kiedyś w krótkim odstępie czasu trzęsienie ziemi o podobnej sile nawiedziło Włochy i Japonię. W Italii było totalne nieszczęście, domy się zawaliły i wiele osób straciło życie. A Japończycy otrzepali swoje czarne garnitury z pyłu i następnego dnia poszli spokojnie do pracy.
![]() |
| poranek na dworcu w Takamtsu - właśnie przyjechał pociąg podmiejski |
No ale do tego potrzebna jest japońska mentalność. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie innego miejsca na świecie, gdzie nie byłoby ani koszy na odpadki, ani śmieci na ulicach. Wszędzie indziej brak pojemników oznacza przyzwolenie na rzucanie puszek i papierków na ziemię. W Japonii natomiast wszyscy zabierają swoje śmieci do domu i ulice czy lasy są czyste. Koszy nie ma nawet koło automatów z napojami, które stoją na każdym kroku. Kupujesz mrożoną kawę w puszce albo zieloną herbatę w butelce i co? I grzecznie pakujesz pusty pojemnik do plecaka lub do kieszeni. To udaje się jedynie w Japonii!
![]() |
| na dworcu autobusów dalekobieznych prośba o zabranie swoich śmieci do domu! |
Wróćmy jednak od spraw ogólnokrajowych do tych charakterystycznych dla Sikoku. Wyspa jest nie tylko najmniejszą z wielkich, ale też najsłabiej zaludnioną.
I stan ten się ewidentnie pogłębia. Podczas mojej wędrówki spotykałam niewielu ludzi i praktycznie wszyscy byli starzy. I nie mam tu na myśli 60- czy 70- latków. Większość osób, które widziałam wyglądało spokojnie na 85+. Zauważyłam też bardzo dużo opuszczonych domów, które zdążyły już obrosnąć bluszczem i powojem.
A ile razy z nadzieją szłam do zaznaczonej na mapie Googla restauracji czy kawiarni i spotykałam jedynie resztki szyldu, to nie zliczę.
Bardzo to smutne, bo wyspa jest piękna i pozwalająca na dobre spokojne życie.
A jednak ludzie wolą zgiełk i tłok takich miast jak Tokio czy Osaka.
![]() |
| Osaka |
Choć oczywiście nie wszyscy. Rozmawiałam z dwiema osobami (tylu mówiących po angielsku Japończyków udało mi się spotkać), które od kilku lat mieszkają na Sikoku, właśnie dlatego, że zmęczyły ich metropolie. Właścicielka jednego z pensjonatów, powiedziała, że już nie mogła wytrzymać codziennego ścisku w tokijskim metrze. No i teraz ma wokół siebie dużo przestrzeni. Ale swoich gości musi wozić samochodem na kolację do restauracji, bo te, które były w miarę blisko, pozamykały się.
![]() |
| tu raz nocowałam |
Szkoda, bo Sikoku ma potencjał. Zwłaszcza tak rozbuchaną wiosną, gdy wszystko kwitnie jak szalone i nawet z każdej szpary przy krawężniku wyglądają fiołki,
jest tam naprawdę malowniczo. I jakoś tak łagodnie…






























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz