piątek, 10 lipca 2026

Bułgaria - po drodze

 Kilka lat temu w Warszawie można było obejrzeć złote insygnia władcy jednego z plemion trackich żyjących na terenie dzisiejszej Bułgarii około 2,5 tysiąca lat temu.

tak wyglądali ci, którzy te insygnia nosili. Według Parku Archeologicznego niedaleko Kazanłyku

 Za sprawą wystawy w Łazienkach Królewskich szukałam w Internecie wiadomości o Trakach i przy okazji znalazłam informację o Festiwalu Róż, który odbywa się co roku w bułgarskim mieście Kazanłyk. Poczytałam, pooglądałam zdjęcia i postanowiłam tam pojechać. Jednak chociaż Bułgaria nie leży na końcu świata, to realizacja postanowienia zajęła mi aż osiem lat. Na szczęście w końcu się udało i w pierwszy weekend czerwca tego roku byłam w Kazanłyku. Spędziłam tam trzy wspaniałe dni pełne zapachu róż.

w Bułgarii jest mnóstwo róż wszelakich, ale bohaterką festiwalu
jest róża damasceńska, która ma w sobie najwięcej zapachu

Najpierw jednak zrobiłam sobie małą wycieczkę po miastach i miasteczkach Bułgarii. Do Kazanłyku można pociągiem dojechać z Sofii w trzy godziny, ale ja wybrałam okrężną trasę z kilkoma przystankami po drodze. Dzięki temu poznałam nieco lepiej kraj, który jest dość różnorodny i ma do zaoferowania nie tylko plaże Złotych Piasków i Słonecznego Brzegu.


Bezdyskusyjnie, najbardziej atrakcyjnym miastem, które odwiedziłam jest Płowdiw. 


Zabytki (w tym starożytne), 

antyczny teatr 

wspaniałe widoki, 


kręte uliczki z pięknymi drewnianymi domami, 



kościoły, 


meczety,


 klimatyczne knajpki, 



no po prostu w Płowdiwie jest wszystko, czego może chcieć turysta. Podobało mi się tam bardzo i chętnie kiedyś odwiedzę to miasto jeszcze raz. 




Ale numerem jeden moich bułgarskich wspomnień jest jednak co innego. Ciepły, słoneczny dzień, dworzec w mieście Pazardżik, 


i prosta ulica prowadząca w stronę centrum. 


Idąc nią, cały czas myślałam o Odessie, w której bardzo podobnie wygląda droga z lotniska do miasta. Obie mają tę magnetyczną siłę przyciągania i obietnicę podróży nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie, do ciepłych, beztroskich, zupełnie nieluksusowych wakacji czasów dzieciństwa. Nic nie poradzę, uwielbiam takie klimaty. I niezwykle mi się podobała najpierw kilkunastominutowa wędrówka pełną dziur ulicą, potem miejskie łąki, pomnik Konstantyna i Heleny

cesarz Konstantyn i jego matka Helena, oboje święci,
są ważnymi postaciami w historii Bułgarii

most nad rzeką Maricą


 i w końcu dość prosty bar (ale z widokiem na fontannę), zimne piwo i miły pan, który kazał nam zajrzeć pod kapsel i oznajmił, że wygrywamy dodatkową puszkę! 

jedne piwo kupione, drugie wygrane :)

Wiem, że nie brzmi to jak hit biura podróży, ale dla mnie to wspaniałe wspomnienie. I unikatowe, wątpię, by dało się ten zachwyt powtórzyć. Nawet jeśli bym skorzystała z zachęty właściciela bardzo miłego pensjonatu w stylu włoskim i wróciła do Pazardżiku.

przemiły hotelik z dobrym śniadaniem

Jeśli chcielibyście jednak bardziej tradycyjnych atrakcji turystycznych to zachęcam do wizyty w muzeum religii w Starej Zagorze. Mieści się w meczecie, który w momencie powstania był drugim największym otomańskim meczetem. Zbudowano go w miejscu, w którym znajdował się zarówno dół kultowy z wczesnej epoki żelaza, jak i sanktuarium trackiego jeźdźca oraz średniowieczny kościół. 

przegląd przez kilka religii

Jest to więc jak najodpowiedniejsza lokalizacja dla muzeum religii. Mnie najbardziej zadziwił wystrój ostatniej z funkcjonujących tam świątyń. Nigdy nie widziałam tak zdobionego meczetu. A Wy?




Inną, nieco nietypową atrakcją Starej Zagory jest mozaika z czasów Augusta Trajana. 

To znaczy, sama mozaika jest po prostu ładna i zabytkowa, ale sposób jej eksponowania jest dość dziwny. Otóż zabytek odkryto jakiś czas temu podczas rozbudowy centralnej poczty w Starej Zagorze. Z nieznanych mi bliżej powodów, nie zdecydowano się na jakieś sensowne zagospodarowanie mozaiki, tylko po prostu zamknięto ją w pustej sali poczty. Żeby ją zobaczyć, trzeba pójść do któregoś z okienek i poprosić pracującą tam panią o otwarcie sali. Pani najpierw zrobi zbolałą minę, potem westchnie i zadzwoni do ochroniarza, który przyniesie klucze i zapali mizerniutkie światełko. W półmroku nie jest łatwo przyjrzeć się scenom mitologicznym, alegoriom pór roku i innym motywom przedstawionym na posadzce, ale i tak człowiek się cieszy, że został wpuszczony i ogląda mozaiki sprzed półtora tysiąca lat za darmo. Gdyby właściciele poczty czy włodarze miasta mieli bardziej biznesowe podejście, zadbaliby o właściwe wyeksponowanie mozaiki i pobierali opłaty za wstęp, ale widać nie są łasi na pieniądze.

tabliczka informuje, że to muzeum, ale z tego co wiem, o muzeach, jest błędna informacja

Na zakończenie chciałabym Wam pokazać jeszcze jedno ciekawe miejsce – twierdzę Asena tuż koło miasta Asenowgrad. Tak właściwie słowa „twierdza” używa się trochę na wyrost, bo z XI-wiecznego kompleksu niewiele zostało. Do dziś zachowała się jedynie cerkiew św. Bogurodzicy. 

Ale to nic, a może nawet lepiej. Nie jestem przesadną fanką budowli obronno-wojennych, za to stojący na skale samotny kościółek wygląda naprawdę wspaniale i warty jest krótkiej wycieczki za miasto.


 Wewnątrz cerkwi można zobaczyć pozostałości XIV-wiecznych fresków, 


a stojąc obok budynku podziwia się piękne widoki. 



Można też przespacerować się okolicznymi dróżkami wśród kwitnących maków 


i przeczytać, co car Iwan Asen 

podobny do Bolesława Chrobrego, prawda?

kazał wyryć na skale w swojej twierdzy.


I tak oto, jadąc od miasta do miasta i oglądając sobie taką umiarkowanie turystyczną Bułgarię, 

Pazardżik

tu też

Płowdiw

i tu

Stara Zagora

i tutaj. Bułgaria jest naszpikowana antycznymi ruinami

dotarłam do Kazanłyku i głównego celu mojej podróży, czyli Festiwalu Róż. 

O którym opowiem następnym razem. Zapraszam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz