sobota, 14 marca 2015

Tak jak Guevara przewodzi nam

Miało być inaczej, ale z powodu pewnych problemów technicznych, muszę rozpocząć kubańskie opowieści od Ernesta Guevary de la Serna. 

piątek, 13 marca 2015

Kuba wyspa jak wulkan gorąca

Słońce, palmy, rum, cygara, amerykańskie samochody z lat 50-tych, langusty i krewetki w sosie kokosowym, konne taksówki, piękno ruin Hawany, 

wtorek, 24 lutego 2015

Przebudzenie

Uśpiła mnie ta zima na dłuższy czas.  Ale już najwyższa pora budzić się z letargu. Dlatego spakowałam plecak, chwyciłam najnowszą torbę z ghańskiej tkaniny i wyruszyłam w drogę.

niedziela, 4 stycznia 2015

Muzeum chleba

Jak ważny jest chleb, wie każdy. A jak okropny jest jego brak, wie ten, kto podróżuje po świecie. Wystarczy wyjechać poza strefę polsko-ukraińsko-rosyjsko-białoruską. Po tygodniu zaczyna doskwierać pewien brak, po dwóch, tęsknota do prawdziwego, pachnącego, świeżego chleba staje się nieznośna, a po miesiącu… Między innymi dlatego właśnie tak miłe są powroty i powitalne przyjęcia, na których nigdy nie może zabraknąć chleba (i białego sera, ale o tym kiedy indziej).
Myślę, że ten wstęp w zupełności wystarczy za wytłumaczenie, dlaczego na pierwszą w nowym roku wycieczkę wybrałam się do muzeum chleba.

czwartek, 11 grudnia 2014

Obiady czwartkowe

Skoro przypomniałam sobie o tym, że byłam w Rosji, to oczywistym jest, że pojawił się w mojej głowie (i kuchni) temat potraw wschodnich. Nie piszę rosyjskich, bo solanka, o której chcę dziś będzie to zupa bardzo popularna nie tylko w Rosji, ale też na Białorusi i Ukrainie.


środa, 10 grudnia 2014

Sprostowanie

Jakiś czas temu napisałam, że nie byłam nigdy w żadnym kraju na literę R. Wyznanie to spotkało się z gwałtowną reakcją wielu moich znajomych.
- Jak nie byłaś?! A Rosja?!
No fakt, zapomniałam o takim niewielkim kraiku :)
A przecież w moim paszporcie sprzed kilkunastu lat aż roi się od stempli z petersburskiego lotniska. Wizytowałam to wspaniałe miasto wielokrotnie, latem, gdy białe noce nie pozwalały spać i zimą, kiedy, kiedy mróz ścinał nawet myśli i jedynym ratunkiem była grzana whisky w Idiocie, mojej ulubionej knajpce koło pałacu Jusupowa. Ze zwiedzania tego pałacu najbardziej zapamiętałam przewodnika, który - naśladując otrutego Rasputina - ryczał tubalnym basem:
- Uuuuu, wszystko powiem carycy!!!!
Pamiętam spacery po Newskim Prospekcie i mały antykwariat, w którym znalazłam bardzo dobry słownik rosyjsko-polski. Miło też wspominam wizyty w Ermitażu i szampanskoje kupowane w kiosku nad jednym z kanałów.
W innych rosyjskich miastach nie byłam, ale z Petersburga mam całe tony wspomnień. I właściwie nie znajduję wyjaśnienia dla mojego zapomnienia o Rosji.
Może trochę tłumaczy mnie fakt, że nie mam z Petersburga praktycznie żadnych zdjęć. Dziwne? A jednak. Właściwie jedyne w moim albumie rosyjskie fotki, to te z Peterhofu, podmiejskiej rezydencji Piotra Wielkiego - tylko, że zamiast carskiego pałacu i wspaniałych ogrodów, jestem na nich głównie ja. Oto dowód:

ta szykowna granatowa dama to właśnie ja :) Otoczenie potraktowane zostało raczej po macoszemu

Wybaczycie więc, mam nadzieję, że ten wpis nie jest bogato ilustrowany....
 

niedziela, 7 grudnia 2014

Znów o wulkanie


Ostatnio pisałam o wulkanie w Gwatemali i siłą oczywistych skojarzeń, przypomniałam sobie inny wulkan, który miałam okazję wizytować podczas jednej z moich wypraw.

wulkan Bromo na indonezyjskiej wyspie Jawa