wtorek, 18 kwietnia 2017

Iran, opowieść czwarta - o państwie religijnym

Dla wielu Europejczyków, Irańczyk to synonim bezwzględnego fanatyka religijnego, który gnębi kobiety, a cały otaczający go świat bezlitośnie ogranicza ortodoksyjnymi prawami koranicznymi.

Allah

sobota, 15 kwietnia 2017

Iran, opowieść trzecia - o poetach.

Sziraz to bardzo stare i zacne miasto, istnieją inskrypcje sprzed czterech tysięcy lat, w których opisane jest jako ważny ośrodek, a w XI wieku dorównywało prestiżem samemu Bagdadowi.

ta cytadela nie jest aż tak stara, ma jakieś 250 lat, ale bardzo mi się podoba

czwartek, 13 kwietnia 2017

Obiady czwartkowe

Opowieść druga – o cukrze.
O bogatej i różnorodnej kuchni perskiej słyszałam dużo jeszcze przed wyjazdem. Jednak dopiero na miejscu odkryłam największą miłość Irańczyków, czyli cukier.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Iran, opowieść pierwsza - o ludziach.

W wielu krajach do zagranicznego turysty podchodzą – głównie młodzi – ludzie, którzy twierdzą, że chcieliby porozmawiać, żeby podszlifować swój angielski. Na ogół po krótkiej chwili wychodzi na jaw, że tak naprawdę mają nadzieję na zdobycie paru groszy w zamian za opowiedzenie o jakimś zabytkowym miejscu albo doprowadzenie do znajomego sklepiku.
W Iranie jest inaczej. Ludzie podchodzą, proszą o krótką rozmowę i rzeczywiście jedynym ich celem jest konwersacja w obcym języku.

zabytków w Iranie nie brakuje - tu kompleks Amir Czakmagh w Jazdzie

niedziela, 19 marca 2017

Książka "Ghana i ja"

Wyprawy Zagawy doczekały się wersji papierowej.
Ghańskie opowieści, nieco zmienione, poszerzone i dopasowane do formy książkowej, zostały właśnie wydane.



niedziela, 19 lutego 2017

Zabawy w dom

Tegoroczna zima wyjątkowo daje mi się we znaki. Dlatego uciekam od niej jak mogę, a ponieważ chwilowo nie mogę zbyt wiele, to zamiast ciepłych krajów podróżuję do ciepłych wnętrz, pozwalających zapomnieć o tym czymś co panoszy się za oknem.

niedziela, 1 stycznia 2017

Szczęśliwego Nowego Roku!

Miniony rok nie był dla świata najlepszy. Pomyślałam sobie zatem, że dobrze byłoby ten zupełnie nowy i w ogóle jeszcze nieznany rok powitać i obłaskawić odrobiną magii. Postawiłam więc na kuchence rondel, rozpaliłam pod nim ogień (żadne płyty, prądy i inne indukcje zupełnie się do czarowania nie nadają) i zaczęłam wrzucanie. Najpierw suszone morele i wiśnie z polskich sadów i ogrodów, żeby w kraju naszym kwitło i owocowało. 

pięknie u nas, prawda?