Ostatnim krajem na literę P jest Portugalia i dziś będzie właśnie danie z tego kraju.
Jest to kulinarnie bardzo przyjemny kraj, głównie za sprawą wina, którego w Portugalii nie wypada nie pić. Można do niego jeść dorsza, sardynki, owoce morza. Natomiast zupa w moim odczuciu nie za bardzo pasuje. Co prawda wiem oczywiście, że „tylko głupie nie piją przy zupie”, ale wydaje mi się, że ta niezwykła mądrość ludowa odnosi się bardziej do wódki.
I dlatego też nie pamiętam, bym w Portugalii jadła zupę.
![]() |
| ale pamiętam, że byłam |
![]() |
| jadłam |
![]() |
| i piłam |
Tymczasem, przeszukując książki i strony internetowe z przepisami kulinarnymi, odkryłam istnienie ciekawej i podobno bardzo tradycyjnej zupy açorda. Jak wiele smacznych potraw, açorda wzięła się z biedy. Niech Was więc nie zdziwią nad wyraz skromne składniki potrzebne do jej zrobienia.
Przede wszystkim należy zaopatrzyć się w chleb. Najlepiej zrobić to dzień lub dwa przed gotowaniem zupy, bo przepis nakazuje użycie chleba czerstwego. Oraz wiejskiego. Nie do końca wiem, co to oznacza w warunkach portugalskich, ale postawiłam na razowy. Oprócz niego wzięłam jeszcze czosnek, kolendrę, jajko, oliwę i kostkę bulionową (którą można zastąpić wodą, ale uznałam, że aż taka bieda nie jest mi potrzebna).
Najpierw zrobiłam pastę kolendrową, czyli zmiksowałam kolendrę (razem z łodyżkami), czosnek i sól.
W przepisie były 4 ząbki na pęczek zieleniny, ja chciałam zrobić trochę mniej zupy, więc wzięłam pół pęczka, ale z czosnkiem poszalałam i chyba odrobinę przesadziłam z czosnkowością. Choć znam osoby, które uważają, że czosnku nigdy nie jest za dużo…
Następnie podjęłam się najtrudniejszego zadania, czyli ugotowania jajka w koszulce. Trochę mi wyszło, a trochę nie. Część białka utworzyła w garnku malowniczą falbankę, ale reszta owinęła się wkoło żółtka, więc to co najważniejsze zostało osiągnięte – talerz zupy mogłam udekorować jajkiem ze ściętym białkiem i lejącym się żółtkiem w środku.
![]() |
| chwilę mi zajęło zanim odgadłam, co też uwieczniłam na tym zdjęciu... |
Ale żeby móc to zrobić, musiałam najpierw stworzyć istotę zupy. Zalałam zatem pastę kolendrową rozpuszczoną we wrzątku kostką rosołową i dołożyłam 2 łyżki oliwy.
Na talerzu ułożyłam pokrojony w kostkę chleb
i zalałam go zupą, którą oczywiście wcześniej starannie wymieszałam. Przepis nakazywał moczenie chleba przez pięć minut, ale według mnie, po dwóch grzanki były już wystarczająco nasiąknięte. Położyłam więc na środku talerza jajko i przystąpiłam do degustacji.
Açorda jest naprawdę smakowita! Trochę było za dużo czosnku, ale to wina moja, a nie zupy, więc nie zaliczam tego do minusów potrawy.
Przy kolejnej wizycie w
Portugalii będę się rozglądać za tym daniem, bo bardzo jestem ciekawa, czy moja
wersja była zbliżona do oryginału.
A następnym razem będziemy w zupełnie innych okolicznościach przyrody. I geografii. Udamy się bowiem w sam środek Afryki. Zapraszam!












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz