Zanim opowiem Wam o moim odkrywaniu wyspy Sikoku, pozwólcie, że zrobię krótki wstęp o samej trasie 88 świątyń.
![]() |
| trasa w dużej części wiedzie wzdłuż brzegu Oceanu Spokojnego |
Zwana po japońsku „ohenro” pielgrzymka prowadzi wkoło całej wyspy, co daje około 1200 km do przejścia lub przejechania.
![]() |
| uczestnicy pielgrzymki autokarowej |
Podobno istnieje też usługa lotu helikopterem z zawiśnięciem nad każdą świątynią wystarczająco długo, by odmówić stosowną modlitwę. No ale to jest wersja ekstremalnie dziwna i nie będziemy się nią zajmować. Większość pielgrzymów wybiera pieszą wędrówkę, jazdę rowerem lub samochodem albo kombinację tych sposobów.
![]() |
| często idzie się takimi drogami |
Ponieważ trasa jest długa, wiele osób realizuje ją partiami. Ma to nawet swoją nazwę – pielgrzymka na wyrywki, czyli kugiri-uchi. Spotkałam sporo osób, zwłaszcza Azjatów, mających niedaleko do Japonii, którzy realizowali właśnie tę wersję. W sumie ja też się do nich zaliczałam, bo szłam od świątyni dwudziestej czwartej do trzydziestej siódmej. Co prawda nie zakładałam powrotu na Sikoku i dokończenia trasy, ale kto wie…
![]() |
| w każdej światyni jest taki pomnik |
Duchowym patronem pielgrzymki jest żyjący na przełomie XVIII/XIX wieku buddyjski mnich, uczony i artysta Kūkai. Pośmiertnie nazwano go Kōbō Daishi, czyli Wielki Mistrz Propagujący Buddyzm. Jedna z legend mówi, że to on osobiście obszedł wyspę dookoła i ufundował wiele z 88 świątyń.
![]() |
| przydrożny pomnik Kūkaiego |
Dziś można go podziwiać na pomnikach w wielu miejscach Sikoku, bo tu – w prefekturze Kagawa – się urodził, a jest jedną z bardzo ważnych postaci w historii Japonii.
![]() |
| prefektura Kagawa jest moją ulubioną :) |
Jeśli jest się buddystą, dla którego pielgrzymka stanowi wydarzenie duchowe, to należy się do niej odpowiednio przygotować. W przyświątynnych sklepikach, a czasem też w zwykłych sklepach w większych miastach, można się zaopatrzyć w strój pielgrzymi.
Składa się on z: białej szaty, stożkowatego kapelusza z wypisanymi wersami poematu oraz jednym znakiem w sanskrycie oznaczającym mnicha Kōbō Daishi, kija z dzwoneczkiem, który ma nie pozwalać odpływać myślom i przypominać o byciu tu i teraz, szarfy zakładanej na szyję i białego chlebaka. Można jeszcze mieć parę innych akcesoriów, ale te są podstawowe. Ja ograniczyłam się jedynie do kapelusza, który miał nie tylko informować o celu mojej wędrówki, ale też chronić od słońca i deszczu.
![]() |
| po drodze zaopatrzyłam się też w pomarańczową parasolkę i to ona chroniła mnie od deszczu i słońca |
Nie pomyślałam jednak, że taki duży stożek będzie też bardzo podatny na podmuchy wiatru i że będzie mi się obijał o plecak. Trochę się z nim namęczyłam i dlatego nie zmartwiłam się szczególnie, gdy pewnego razu zorientowałam się, że wysiadając z pociągu, zostawiłam go na górnej półce. Był to deszczowy dzień, w którym postanowiłam pójść na łatwiznę i zamiast maszerować w ulewie, podjechałam kawałek, omijając jedną świątynię. Widać kapelusz uznał, że to naruszenie zasad i nie mogę dłużej nazywać się pielgrzymką…
![]() |
| tę świątynię odwiedziłam w deszczu |
Wracając do wyposażenia, to jednym z ważniejszych akcesoriów jest książeczka pielgrzymia, nōkyōchō. Można sobie taką kupić w przyświątynnym sklepiku. Większą lub mniejszą, ale zawsze pięknie oprawioną i mającą formę harmonijki. W książeczce tej zbiera się stemple z każdej odwiedzonej świątyni.
Zawsze jest tam miejsce, w którym siedzi odpowiednia osoba potrafiąca kaligrafować i oprócz pieczęci wypisuje też wielkim pędzlem i czarnym tuszem odpowiednie znaki błogosławieństwa.
Nie za darmo – usługa taka kosztuje 500 jenów, co nie jest wcale tak mało, bo można za te pieniądze spokojnie zjeść posiłek. Ale wszyscy i tak starannie kolekcjonują te wpisy. Po drodze spotkałam Kanadyjkę, która powiedziała, że zapomniała o pieczątce w świątyni 17 i że po zakończeniu całej trasy zamierza tam pojechać i zdobyć stempelek, bo cały czas ją ten brak uwiera. Ja pierwotnie zamierzałam w ogóle odpuścić sobie to zbieranie, ale okazało się, że książeczki są takie ładne, a pani tak wspaniale macha pędzlem…
![]() |
| po lewej wykaligrafowane błogosławieństwo, po prawej papierek, który chronił sąsiednią stronę przed zabrudzeniem tuszem |
no i mam księgę pamiątkową, w którą wkleiłam też zdjęcia i kwiaty z ogrodu Moneta (o którym napiszę innym razem).
![]() |
| ogród Moneta |
Oprócz stroju i gadżetów pielgrzym powinien także stosownie się zachowywać. Po wejściu na teren świątyni – to nie są jednobudynkowe kościoły, tylko ogrody z wieloma obiektami – należy obmyć ręce i wypłukać usta.
Potem można uderzyć w dzwon, pamiętając, by zrobić to wchodząc, a nie wychodząc, bo to przynosi pecha i prawdopodobnie odgania dobre duchy.
![]() |
| w dzwon uderza się takim wielkim drągiem |
Następnie pielgrzym udaje się do głównego budynku, a raczej przed ten budynek, bo do środka się nie wchodzi.
![]() |
| tu się nie wchodzi |
Tam wypowiada słowa modlitwy oraz pali kadzidła i świeczki. A na koniec idzie po pieczątkę i robi zakupy w przyświątynnym sklepiku.
![]() |
| można też swoje prośby zapisać na ozdobnej deseczce i przywiązać ją w przeznaczonym do tego miejscu |
A potem rusza dalej, do kolejnej świątyni. Odstępy między nimi są bardzo różne i czasem jednego dnia można odwiedzić trzy, a potem trzeba kilka dni wędrować do kolejnej.
Ale nawet, jeśli jest się daleko od jakiejkolwiek świątyni, mieszkańcy Sikoku rozpoznają pielgrzymów i często obdarowują ich pielgrzymią jałmużną. Ja, choć nie byłam ubrana klasycznie, dostałam na trasie: butelkę coli, porcję sushi, kanapki, 500 jenów oraz kilkukilometrową podwózkę.
![]() |
| podarowane sushi z wodorostami |
Bardzo to jest miłe – ludzie zbaczają ze swojej drogi, żeby cię dogonić i obdarować. Taka jałmużna przynosi dającemu błogosławieństwo, a pielgrzymowi dawkę dodatkowej energii i dużo radości.
W ogóle ta wędrówka dała mi mnóstwo pozytywnych wrażeń i
dobrych spotkań z drugim człowiekiem. Ale o tym to już następny razem.
Zapraszam 😊
![]() |
| gdzieś po drodze |





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz