wtorek, 14 kwietnia 2026

Japonia - Pielgrzymka szlakiem 88 świątyń

 Zanim opowiem Wam o moim odkrywaniu wyspy Sikoku, pozwólcie, że zrobię krótki wstęp o samej trasie 88 świątyń.

trasa w dużej części wiedzie wzdłuż brzegu Oceanu Spokojnego

Zwana po japońsku „ohenro” pielgrzymka prowadzi wkoło całej wyspy, co daje około 1200 km do przejścia lub przejechania. 

uczestnicy pielgrzymki autokarowej

Podobno istnieje też usługa lotu helikopterem z zawiśnięciem nad każdą świątynią wystarczająco długo, by odmówić stosowną modlitwę. No ale to jest wersja ekstremalnie dziwna i nie będziemy się nią zajmować. Większość pielgrzymów wybiera pieszą wędrówkę, jazdę rowerem lub samochodem albo kombinację tych sposobów.

często idzie się takimi drogami

Ponieważ trasa jest długa, wiele osób realizuje ją partiami. Ma to nawet swoją nazwę – pielgrzymka na wyrywki, czyli kugiri-uchi. Spotkałam sporo osób, zwłaszcza Azjatów, mających niedaleko do Japonii, którzy realizowali właśnie tę wersję. W sumie ja też się do nich zaliczałam, bo szłam od świątyni dwudziestej czwartej do trzydziestej siódmej. Co prawda nie zakładałam powrotu na Sikoku i dokończenia trasy, ale kto wie…

w każdej światyni jest taki pomnik

Duchowym patronem pielgrzymki jest żyjący na przełomie XVIII/XIX wieku buddyjski mnich, uczony i artysta Kūkai. Pośmiertnie nazwano go Kōbō Daishi, czyli Wielki Mistrz Propagujący Buddyzm. Jedna z legend mówi, że to on osobiście obszedł wyspę dookoła i ufundował wiele z 88 świątyń.

przydrożny pomnik kaiego

Dziś można go podziwiać na pomnikach w wielu miejscach Sikoku, bo tu – w prefekturze Kagawa – się urodził, a jest jedną z bardzo ważnych postaci w historii Japonii.

prefektura Kagawa jest moją ulubioną :)

Jeśli jest się buddystą, dla którego pielgrzymka stanowi wydarzenie duchowe, to należy się do niej odpowiednio przygotować. W przyświątynnych sklepikach, a czasem też w zwykłych sklepach w większych miastach, można się zaopatrzyć w strój pielgrzymi. 


Składa się on z: białej szaty, stożkowatego kapelusza z wypisanymi wersami poematu oraz jednym znakiem w sanskrycie oznaczającym mnicha Kōbō Daishi, kija z dzwoneczkiem, który ma nie pozwalać odpływać myślom i przypominać o byciu tu i teraz, szarfy zakładanej na szyję i białego chlebaka. Można jeszcze mieć parę innych akcesoriów, ale te są podstawowe. Ja ograniczyłam się jedynie do kapelusza, który miał nie tylko informować o celu mojej wędrówki, ale też chronić od słońca i deszczu.

po drodze zaopatrzyłam się też w pomarańczową parasolkę
i to ona chroniła mnie od deszczu i słońca

 Nie pomyślałam jednak, że taki duży stożek będzie też bardzo podatny na podmuchy wiatru i że będzie mi się obijał o plecak. Trochę się z nim namęczyłam i dlatego nie zmartwiłam się szczególnie, gdy pewnego razu zorientowałam się, że wysiadając z pociągu, zostawiłam go na górnej półce. Był to deszczowy dzień, w którym postanowiłam pójść na łatwiznę i zamiast maszerować w ulewie, podjechałam kawałek, omijając jedną świątynię. Widać kapelusz uznał, że to naruszenie zasad i nie mogę dłużej nazywać się pielgrzymką…

tę świątynię odwiedziłam w deszczu

Wracając do wyposażenia, to jednym z ważniejszych akcesoriów jest książeczka pielgrzymia, nōkyōchō. Można sobie taką kupić w przyświątynnym sklepiku. Większą lub mniejszą, ale zawsze pięknie oprawioną i mającą formę harmonijki. W książeczce tej zbiera się stemple z każdej odwiedzonej świątyni. 


Zawsze jest tam miejsce, w którym siedzi odpowiednia osoba potrafiąca kaligrafować i oprócz pieczęci wypisuje też wielkim pędzlem i czarnym tuszem odpowiednie znaki błogosławieństwa. 


Nie za darmo – usługa taka kosztuje 500 jenów, co nie jest wcale tak mało, bo można za te pieniądze spokojnie zjeść posiłek. Ale wszyscy i tak starannie kolekcjonują te wpisy. Po drodze spotkałam Kanadyjkę, która powiedziała, że zapomniała o pieczątce w świątyni 17 i że po zakończeniu całej trasy zamierza tam pojechać i zdobyć stempelek, bo cały czas ją ten brak uwiera. Ja pierwotnie zamierzałam w ogóle odpuścić sobie to zbieranie, ale okazało się, że książeczki są takie ładne, a pani tak wspaniale macha pędzlem… 

po lewej wykaligrafowane błogosławieństwo, 
po prawej papierek, który chronił sąsiednią stronę przed zabrudzeniem tuszem

no i mam księgę pamiątkową, w którą wkleiłam też zdjęcia i kwiaty z ogrodu Moneta (o którym napiszę innym razem).

ogród Moneta

Oprócz stroju i gadżetów pielgrzym powinien także stosownie się zachowywać. Po wejściu na teren świątyni – to nie są jednobudynkowe kościoły, tylko ogrody z wieloma obiektami – należy obmyć ręce i wypłukać usta. 


Potem można uderzyć w dzwon, pamiętając, by zrobić to wchodząc, a nie wychodząc, bo to przynosi pecha i prawdopodobnie odgania dobre duchy. 

w dzwon uderza się takim wielkim drągiem

Następnie pielgrzym udaje się do głównego budynku, a raczej przed ten budynek, bo do środka się nie wchodzi. 

tu się nie wchodzi

Tam wypowiada słowa modlitwy oraz pali kadzidła i świeczki. A na koniec idzie po pieczątkę i robi zakupy w przyświątynnym sklepiku.

można też swoje prośby zapisać na ozdobnej deseczce
 i przywiązać ją w przeznaczonym do tego miejscu

A potem rusza dalej, do kolejnej świątyni. Odstępy między nimi są bardzo różne i czasem jednego dnia można odwiedzić trzy, a potem trzeba kilka dni wędrować do kolejnej. 


Ale nawet, jeśli jest się daleko od jakiejkolwiek świątyni, mieszkańcy Sikoku rozpoznają pielgrzymów i często obdarowują ich pielgrzymią jałmużną. Ja, choć nie byłam ubrana klasycznie, dostałam na trasie: butelkę coli, porcję sushi, kanapki, 500 jenów oraz kilkukilometrową podwózkę. 

podarowane sushi z wodorostami

Bardzo to jest miłe – ludzie zbaczają ze swojej drogi, żeby cię dogonić i obdarować. Taka jałmużna przynosi dającemu błogosławieństwo, a pielgrzymowi dawkę dodatkowej energii i dużo radości.

W ogóle ta wędrówka dała mi mnóstwo pozytywnych wrażeń i dobrych spotkań z drugim człowiekiem. Ale o tym to już następny razem. Zapraszam 😊

gdzieś po drodze




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz