Po baardzo długiej przerwie KrajKuchnia powraca!
Od jakiegoś już czasu czułam dotkliwy brak tego projektu, aż w końcu zebrałam się i zrobiłam kolejne danie!
Wiedziałam, że przed przerwą dotarłam do litery P, ale trochę
mnie zaskoczyło, że ostatni odcinek dotyczył Papui Nowej Gwinei. Zupełnie nie
pamiętałam tych batatów. Ale dowód w postaci wpisu na blogu jest, a więc tak
było. Może w ramach przypomnienia zrobię sobie to oddanie jeszcze raz, bo
przepis wydaje się być fajny.
Ale to potem, a na razie przechodzimy do kolejnego państwa, czyli Paragwaju.
![]() |
Nigdy tam nie byłam, ale przez pewien czas dzieliłam dom między innymi z Paragwajczykiem, więc kraj ten kojarzy mi się dobrze (za kilka dni V. będzie miał urodziny - feliz cumpleaños, amigo!)
Daniem, które reprezentować będzie Paragwaj w moim projekcie
jest sopa paraguaya. Nazwa jest nieco dziwna, ponieważ słowo sopa oznacza zupę,
a dotyczy zapiekanki. Istnieje kilka legend tłumaczących to zamieszanie. Jedna
z nich nawiązuje do wyrażenia w języku Guarani, czyli rdzennych mieszkańców ziem
dzisiejszego Paragwaju. Podobno „so’o opa” znaczy u nich „brak mięsa” i było
określeniem potrawy z mięsa i kukurydzy w sytuacji kryzysowej, czyli kiedy
jedzenia było niewiele i przyrządzano tylko kukurydzę.
Inna historia mówi o kucharce, które sypnęło się za dużo
mąki i zamiast zupy wyszła jej zapiekanka. A że okazała się smaczna, weszła na
stałe do paragwajskiego menu, zachowując swoją wcześniejszą nazwę.
Jak było naprawdę, nie wiem, ale wiem, co potrzeba do zrobienia tego dania.
Otóż należy użyć mąki kukurydzianej, mleka, jajek, cebuli, oregano i sera. To ostatnie jest nieco trudne, bo ser w Paragwaju trochę różni się od naszego, ale autorka przepisu, z którego korzystałam, dopuszcza mozzarellę, więc jej właśnie użyłam.
Sopę robi się szybko i bezproblemowo. Wystarczy posiekać cebulę, zetrzeć ser i wymieszać wszystkie składniki. Kolejność mieszania jest taka: najpierw należy rozmącić jajka, potem dolać do nich mleko
i dosypać mąkę. W tym momencie dobrze jest się nie spieszyć, dosypywać po trochu, cały czas mieszając, żeby nie zrobiły się grudki. Następnie dodajemy ser i cebulę. A, zapomniałam! Cebulę trzeba wcześniej zeszklić na odrobinie oleju. Ale nie za bardzo, tylko do momentu, kiedy zaczyna robić się przezroczysta.
Kiedy wszystko mamy gotowe, wsypujemy jeszcze trochę soli i oregano.
Ciasto wlewamy do naczynia żaroodpornego i wstawiamy do piekarnika na około pół godziny. Ja zrobiłam w moim nowym, pięknym, czerwonym naczyniu przegródkę, żeby niewielka porcja sopy nie rozlała się po całości, ale jeśli robicie większą ilość, to zwyczajnie wypełniacie całe naczynie.
Kiedy wierzch zapiekanki zaczyna się robić rumiany, danie jest gotowe. Można je jeść ciepłe, w temperaturze pokojowej lub całkiem zimne.
Smakuje dobrze, choć ja nie jestem miłośniczką mąki kukurydzianej i pewnie wolałabym je zrobić z naszą zwykłą pszenną. Wy musicie spróbować i sami ocenić.
To tyle z Paragwaju, a następnym razem będzie….. Polska!
Zapraszam!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz