Strony

▼

poniedziałek, 21 września 2026

Bułgaria - Sofia

 Sofia nie jest miastem, które samą swoją istotą przyciągałoby turystów. Ponieważ jednak jest stolicą i to wyposażoną w międzynarodowe lotnisko, siłą rzeczy trudno ją ominąć. A jak już się nie ominęło, to warto sprawdzić, czy to miasto da się lubić.

XIX-wieczny Lwi Most

Pierwsze wrażenie sprawia korzystne, bo z lotniska jeździ do centrum metro, co bardzo ułatwia życie turysty. Z metra można wysiąść tuż przy bulwarze Witosza, który prezentuje się dobrze, więc znowu plus. Idzie sobie człowiek szerokim deptakiem, nie może się zdecydować, w której z dziesiątek restauracji usiąść, a jednocześnie podziwia majestatyczne szczyty masywu Witoszy. 


Idąc w stronę gór, po przejściu całego deptaku wchodzi się do pełnego róż parku, 

te namioty to targi książki, czy coś w tym stylu

a następnie dociera do Narodowego Pałacu Kultury. Nie jest podobny do naszego, bo ma zaledwie osiem pięter (i trzy podziemne), ale jego powstaniu towarzyszyła równie pompatyczna ideologia. Zbudowano go z okazji 1300. rocznicy istnienia Bułgarii, w 1981 roku. Pomysłodawczynią projektu była córka rządzącego Bułgarią przez wiele lat Todora Żiwkowa. Architekt Aleksander Barow został najpierw wysłany do różnych miejsc w Europie i Ameryce, żeby obejrzeć największe centra kongresowe świata. A potem rzucono się do budowy – zamiast planowanych dwunastu lat, zajęła jedynie trzy. Pracowano bez przerwy, w dzień i w nocy, przywożąc robotników nie tylko z całej Bułgarii, ale też z Jugosławii oraz Wietnamu. A kiedy zaczęło brakować pieniędzy, nakazano Sofijczykom (bo raczej nie mogę sobie wyobrazić, że ludzie sami to wymyślili) pracować jeden dzień za darmo, co pozwoliło uzbierać dodatkowe trzydzieści milionów lewów. 

Mając to wszystko na uwadze, można by się spodziewać budowli niesamowitej i zapierającej dech w piersiach. Tymczasem pałac nie robi jakiegoś specjalnego wrażenia i w porównaniu z warszawskim jest raczej nijaki.


Może więc lepiej nie iść Witoszą w stronę gór, tylko w przeciwną. Na drugim końcu deptaka jest według mnie ciekawiej. Po pierwsze, tuż przy wejściu do metra obejrzeć można starożytne ruiny.

 Bułgaria ma długą historię, na co dowody z łatwością można znaleźć w wielu miastach. W Sofii są to ruiny Serdiki, czyli w początkach naszej ery jednego z najważniejszych miast Cesarstwa Rzymskiego. Wręcz przez jakiś czas była tu stolica cesarstwa, zanim przeniesiono ją do Konstantynopola.


Dziś starożytne ruiny wkomponowane są w przejście podziemne pod dużym skrzyżowaniem, tak więc Sofijczycy mogą codziennie przypominać sobie, że sroce spod ogona nie wypadli. To, jeśli idą dołem.


 Natomiast jeżeli poruszają się po powierzchni ziemi, podziwiać mogą nieco później powstałe oznaki świetności miasta. Jest tam kolumna z pomnikiem świętej Zofii, patronki miasta. W złotej masce i koronie przypominającej mury obronne chroni miasto stosunkowo od niedawna, bo od 2000 roku. Wcześniej z tego miejsca spoglądał na Sofię Lenin.


Po przeciwnej stronie ulicy stoi katedra świętej Niedzieli, czyli po naszemu świętej Dominiki. 


Budowla to zacna, której początki sięgają X wieku, ale chyba najbardziej znana jest z tego, że w 1925 roku komuniści przeprowadzili tu zamach na cara Borysa III. Jemu nic się nie stało, bo się spóźnił (!), ale w wyniku eksplozji zginęło ponad sto osób.

tablica upamiętniająca zamach

Tuż obok cerkwi znajduje się równie okazały meczet z XVI wieku. 

cerkiew z meczetem łączą starożytne ruiny

właściwie w żadnej chrześcijańskiej świątyni w całej Bułgarii
nie wolno robić zdjęć. W meczecie nie było z tym problemu

Zbudowano go nad naturalnymi, gorącymi źródłami termalnymi. Do dziś można skorzystać z ciepłej leczniczej  wody lecącej z kranów koło meczetu. Natomiast nie ma już Łaźni Centralnych, które kiedyś działały w budynku stojącym na tyłach meczetu. Teraz jest tam Muzeum Historii Sofii, 


do którego idzie się przez pełen gołębi niewielki skwer.


Jeśli nie ma się ochoty na zgłębianie historii, można pójść w drugą stronę, czyli przejść przez ulicę przed meczetem. Po jej drugiej stronie stoi hala targowa. Zbudowana na początku XX wieku hala prezentuje się z zewnątrz bardzo pięknie. W środku mieści się po prostu duży supermarket, ale na ścianach wiszą zdjęcia sprzed stu lat, można więc przy okazji zakupów dowiedzieć się czegoś o historii tego miejsca i samej Sofii.


Tuż za halą targową znajduje się synagoga, która dopełnia tercetu. W odległości trzech minut spaceru mamy cerkiew, meczet i synagogę, czyli tak jak powinno być. Niestety podczas mojej wizyty budynek był w remoncie i zasłaniały go rusztowania, a bilet wstępu do wnętrza był stanowczo zbyt drogi, więc niestety zdjęć Wam nie pokażę. Ale zachęcam do samodzielnego obejrzenia podczas wyprawy do Bułgarii. Bo, że się wybieracie, nie mam najmniejszych wątpliwości 😊

Żeby dopełnić opisu najważniejszych atrakcji Sofii, muszę jeszcze napisać o soborze Aleksandra Newskiego. To najbardziej znana budowla miasta, wystawiona jako pomnik czci cara Aleksandra II, dzięki któremu Bułgaria uzyskała niepodległość w 1878 roku.  


Kościół otoczony jest parkiem, w którym swoje kramy rozstawiają sprzedawcy pamiątek i historycznych gadżetów, wśród których niestety dużo jest przedmiotów udekorowanych swastyką albo sierpem i młotem. Jakoś to handlarzom nie przeszkadza. No i chyba się sprzedaje.

była też plakietka z Polski, upamietniająca trzydziestolecie.
czego?

Spacer po centrum Sofii zakończmy kilkoma fotkami z ulic miasta. A następnym razem napiszę jeszcze o jednym wartym odwiedzenia miejscu, które znajduje się na obrzeżach miasta. Do zobaczenia!

 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz